BRUM-1993-WRZESIEŃ-NR 1(1)
"ALASTOR Zwycięzca"
- Tomasz Żąda

Jakie wrażenia po ogłoszeniu wyników?
Robert Stankiewicz: Jesteśmy trochę zmęczeni, po ogłoszeniu wyników bolały nas głowy, ale już doszliśmy do siebie. Bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, po latach konsekwentnej pracy ktoś nas wreszcie docenił. Na marginesie dodam, że to zwycięstwo przyszło do nas w czasie dość nieszczególnym dla polskiego thrashu, czuć przecież wyraźnie, że ta muzyka jest u nas spychana na margines, zamykana w gettach, pomimo iż reprezentowana jest bardzo licznie, a i poziomów sięga niezłych...

W tym roku nagrodami w Jarocinie byty kontakty płytowe. Czy ta nagroda była dla was atrakcyjna, czy może wcześniej mieliście już jakąś umowę?
R.S.: Akurat dobrze się złożyło, że nie. Były prowadzone rozmowy wstępne z firmą Izabelin, ale dzięki Bogu nie doszliśmy do porozumienia. MJM cieszy nas bardzo, niedawno byliśmy oglądać i testować studio w Łodzi, w którym będziemy nagrywać płytę, prawdopodobnie wejdziemy tam we wrześniu i w październiku można będzie spodziewać się efektów.

W jarocińskim folderze czytamy, że zespół gra bardzo długo, bo od 1986 roku. Ja pamiętam was sprzed dwóch lat, wtedy graliście zupełnie inną muzykę. Ostatnio słuch o was zaginął.
R.S.: Śmierć kliniczna. Cały czas pracowaliśmy, mieliśmy kłopoty z menedżerem, które sprawiły, że zniknęliśmy z rynku. Nie mniej jednak kapela istniała, pracowaliśmy, aż udało się wypłynąć. Muzyka, którą teraz gramy, jest zdecydowanie odmienna od tej, jaką wykonywaliśmy jeszcze całkiem niedawno. Nagrania prezentowane w Brumie to efekt 12-godzinnej pracy w studiu Andrzeja Puczyńskiego, przekazują one owoc naszej "starej" muzyki, miały być prologiem do płyty długogrającej, nie wyszło jednak...

Skąd pomysł na zmiany?
R.S.: Od dawna już obserwowaliśmy, iż nasza muzyka zaczyna tracić na komunikatywności. Zaczynaliśmy szaleństwa formalne, chodziło nam o maksymalne napakowanie utworów sztuczkami technicznymi, nas to bawiło, było to wyzwaniem dla wyobraźni, dla umiejętności. Niestety, publika często wychodziła z naszych koncertów zdezorientowana. Postanowiliśmy to uprościć, nie mylić jednak z komercją. Dziś jest równie ostro, równie dziko, jest jednak więcej melodii, więcej muzyki, tym samym więcej do wyniesienia z koncertu czy płyty.

Jak szeroki jest krąg waszych inspiracji?
R.S.: Słuchamy głównie amerykańskiego thrashu, tak więc muzyka z czadem i melodią, z zębem, ale bez wariactwa. Europa w tym gatunku, niestety, pozostaje w tyle. W Polsce rajcują nas głównie Acid Drinkers i Kat. Tylko ich numery wpadają w ucho, mają charakterystyczną melodię i motorykę. Mają coś własnego, rozpoznawalnego, a oto wcale nie tak łatwo...

Porównywani jesteście do Pantery, co ty na to?
R.S.: Skłamałbym gdybym powiedział, że Panthera mi się nie podoba. Kopią niesamowicie. Ale obok nich słuchamy także Overkilla, Helmetu, Danzigu, Metalliki. Także dużo klasyki Sabbathów, Zepów...

Jak byś określił to co Alastor gra w tej chwili?
R.S.: Cały czas gramy thrash. Odsuwamy na bok stylistyczne ograniczenia i jedziemy. To co zmieniamy polega głównie na utwardzeniu muzyki... Nie traktujemy muzyki chorągiewkowo, jak na przykład Turbo...

Czy jesteście przygotowani do nagrywania nowej płyty?
R.S.: Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, czekamy tylko na dokładny termin... i bawimy się dalej.

Wspomnieliście kiedyś, że nagraliście płytę w Mediolanie.
R.S.: To niezupełnie tak. Ten Mediolan mieścił się w Poznaniu, w studiu Giełda. Zrobiliśmy tam cały materiał, wyszło to w kilku krajach zachodnich, wydali to m.in. Włosi. Tak się złożyło, że w Polsce była tylko kasetka... Niestety, do koncertów na Zachodzie nie doszło.

Kto aktualnie tworzy zespół?
R.S.: Waldek Osiecki - gitara, Mariusz Matuszewski - druga, Grzegorz Frydrysiak - bas, Sławek Bryłka -bębny i ja - vocal.

Czyli skład się nie zmienił?
R.S.: Absolutnie nie. Od siedmiu lat pracujemy razem. Znamy się jak łyse konie.

Ostatnio śpiewacie wyłącznie po polsku, choć analogiczne grupy preferują raczej język angielski.
R.S.: Trudno byłoby ludziom pod sceną stać ze słownikiem i tłumaczyć nasze teksty, gdyby były śpiewane w języku angielskim. Jeśli ktoś czuje ten język, a to nie zawsze łączy się zbiegłą jego znajomością, to niech śpiewa po angielsku. My wolimy prosty, rodzimy, słowiański przekaz. Oparty na zrozumieniu i emocjach.

Na koniec opowiedz mi o waszym wizerunku scenicznym, co tu ukrywać, bardzo efektownym.
R.S.: Sporo pracujemy nad scenicznym image, tym bardziej, że ludzie na razie znają nas głównie z koncertów. Oglądamy dużo muzycznego świata, uczymy się. Bez kalkulacji i strategii, jednak chodzi głównie o prawdziwe emocje, czad...

Definitywnie kończąc już, powiedz jaka będzie naprawdę ta nowa płyta laureata Jarocina '93.
R.S.: Chcemy, ażeby była cholernie zawodowa. Żeby zabiło wszystkich.

Tomasz Żąda