BRUM-1994-LIPIEC-NR 6(10)
"Pyrrusowy Zwycięzca?"
- Maciek Kierzkowski

      "Pyrrusowy Zwycięzca?" Spotykam się z laureatami głównej nagrody Jarocina 1993 w "łożysku porodowym" zespołu, które jest umiejscowione w salce Kutnowskiego Domu Kultury. W tymże to łożysku o wymiarach 2.80m na 4m rodzą się od pewnego czasu pomysły pięciu rodowitych Kutnian.

      Jest to pomieszczenie, którego ściany zostały wyłożone, przez specjalnie ściągniętych do tego celu fachowców z zagranicy, kartonikami po kurzych jajach. Poza tym usunięto 4 żyły wodne, które przebiegały pod tym pomieszczeniem i przeszkadzały w pracy twórczej. Później pozostało jeszcze jedynie odprawienie egzorcyzmów przez księdza, co też się stało i w ten sposób stworzono pomieszczenie, którego sound zaczyna być sławny w okolicznych wioskach. ALASTOR niegdysiejszy "Czarny Koń" stajni Metal Mind Productions po ponad 2920 dniach istnienia i nagraniu 3 płyt tak właściwie nie zaistniał na dobre w świadomości fanów. Co jest? (chciałoby się zapytać), że nadal chłopcom z Kutna można śmiało przypisać przydomek Pyrrusowego Zwycięzcy, który z pewnością nikomu dać nie może powodów do chwały i zadowolenia. Czas najwyższy aby coś wreszcie drgnęło w Ich karierze, bo czas przecież ucieka. Zresztą niech blask światła na tę zawiłą i krętą karierę rzucą sami zainteresowani...



M.K. - Kiedy się rozstaliście z Metal Mind Productions?
A. - Stało się to w 1991 roku po wysłaniu listu, na który do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

M.K. - No i co dalej się stało. Odpowiedź nie nadchodziła, więc zebraliście na nowo siły i...
A. - Zabraliśmy się do pracy, a właściwie to cały czas pracowaliśmy. Wystartowaliśmy w 1992 roku w Jarocinie, gdzie zagraliśmy na Małej Scenie, a potem powrót do domu i cały czas praca, praca, praca...

M.K. - I tak zastaje Was rok 1993, w którym znów postanawiacie stanąć w szranki konkursowe w kolejnej edycji festiwalu jarocińskiego. Właściwie postawiliście wszystko na jedną kartę. Powiedzcie, czy nie baliście się powzięcia takiej decyzji, przecież dla Was "Starych Wyjadaczy" była to sytuacja - wóz albo przewóz, - prawda?
A. - Wiesz, to była w ogóle ciekawa historia, ponieważ mieliśmy wówczas nowy materiał i nie wiedzieliśmy w jaki sposób dotrzeć z nim do ludzi, a chcieliśmy bardzo go zaprezentować w Jarocinie. Postanowiliśmy, że wyślemy kasetę, a później zadzwoniliśmy do organizatorów aby zapytać się czy nie moglibyśmy zagrać tam jako zaproszeni goście. Odpowiedziano nam, że spóźniliśmy się trochę z tym i że zostaliśmy zakwalifikowani do konkursu. Byliśmy w związku z tym lekko wkurzeni, no ale cóż, pojechaliśmy, zagraliśmy i tak się złożyło, że wygraliśmy. Było to lekkie zaskoczenie również i dla nas. A tak żeby już wszystko powiedzieć na ten temat to SŁAWEK (BRYŁKA - przyp. aut.) miał sen i kiedy MACIEK TAFF wpadł do nas i powiedział, że wygraliśmy, to właściwie nas to nie zaskoczyło.

M.K. - Czyli można powiedzieć, że wreszcie szczęście i przypadek stanęło po Waszej stronie. Graliście kilkakrotnie na tym festiwalu, kiedy czuliście się tam najlepiej?
A. - Ten festiwal zawsze był kontrowersyjny, ale kto wie czy nie czuliśmy się tam najlepiej w 1988 roku kiedy to graliśmy jako zaproszeni goście. W każdym razie pomimo zawsze panującego tam bałaganu, my czuliśmy się tam dobrze i lubiliśmy tam grać. Mile wspominamy wszystkie nasze występy i uważamy, że festiwal ten powinien istnieć nadal, a zagranie na nim jest swego rodzaju miernikiem dla każdego zespołu, który chce się sprawdzić przed tak zróżnicowaną publiką jaka tam rokrocznie przyjeżdża.

M.K. - Efektem Waszego triumfu była rejestracja materiału na płytę-kasetę w Studiu Radia Łódź. Mniemam, że jako doświadczony band wchodząc po raz kolejny w swojej karierze do studia, dokładnie wiedzieliście co chcecie uzyskać?
A. - Raczej tak. Chociaż zawsze z perspektywy czasu wydaje się, że można byłoby to zrobić lepiej. Myślimy, że jest to naprawdę dobry materiał. Jeśli chodzi o brzmienie to dzięki TOMKOWI KAMIŃSKIEMU "ŻUBREM" zwanemu, osiągnęliśmy maximum tego, co dało się w tym studio i na tym sprzęcie uzyskać.

M.K. - Jak to się stało, że trafiliście właśnie na nadwornego twórcę brzmienia ARMII i IZRAELA?
A. - Radio Łódź za sprawą MACIEJA PILARCZYKA poleciło nam osobę Tomka, który jak się później okazało doskonale czuje te klimaty i pomimo, iż się wcześniej nie znaliśmy , to pracowało nam się wspólnie doskonale.

M.K. - W wyniku tej współpracy został zarejestrowany materiał, który zatytułowaliście "Zło", dlaczego zdecydowaliście się na laki właśnie tytuł?
A. - (śmiech) Przesłanie jest zawarte właściwie w tekstach. Zło drzemie w każdym z nas, a tutaj akurat dużo jest mowy o zjawiskach nieporządnych określanych mianem "bebe", czyli złych. Myśmy zastanawiali się bardzo długo nad tytułem i doszliśmy do wniosku, że najprostsze są właśnie bezpośrednie określenia nazywania rzeczy, bez owijania i dlatego wyszło na "Zło".

M.K. - Teraz pytanie bezpośrednio adresowane do Roberta, który jest autorem wszystkich tekstów. Powiedz mi, co chciałeś przekazać ludziom, na co chciałeś zwrócić uwagę?
ROBERT STANKIEWICZ - W tekstach tych są ukryte pewne takie moje bardzo osobiste odniesienia do tego, co się dzieje na zewnątrz. Ja nie chciałem ludzi pouczać i wskazywać Im jedynie słusznej drogi wyjścia. Jest w nich takie schizofreniczne ujęcie pewnych spraw z punktu widzenia mnie jako mnie - obserwatora i mnie jako mnie, który w tym wszystkim uczestniczy. Są zasugerowane pewne wyjścia i jest mnóstwo pytań pozostawionych bez odpowiedzi.

M.K. - Pewnie dlatego postanowiłeś to przekazać w naszym ojczystym języku?
R. S. - Tak, zdecydowanie tak, ponieważ żyjemy w Polsce. Mimo tego, że nasz język nie jest najlepszym językiem do śpiewania, gdyż jest szeleszczący i w zestawieniu z twardą muzyką to nie bardzo współgra, ale jak to idzie ze sceny, i do ludzi, to musi iść po polsku.

M.K. - Czy w związku z tym dostajecie jakieś sygnały od Waszych fanów, że te teksty sprawiły iż zaczęli się zastanawiać nad pewnymi sprawami, że wywołały u Nich jakąś refleksję?
R. S. - W listach, które otrzymujemy ludzie piszą, że teksty Im się podobają, a co to znaczy podobają to ja nie potrafię ci na to odpowiedzieć, może znajdują w nich jakieś fragmenty, z którymi się utożsamiają. W każdym bądź razie teksty razem z muzyką stanowią pewną nierozerwalną całość i ma to ze sobą po prostu współgrać. Cały czas pisząc szukam takich słów, które odzwierciedlałyby pewne problemy dosyć mocno. Ja chciałbym aby teksty były jeszcze mocniejsze, ale pisząc trzeba wypośrodkować wszystko w taki sposób, żeby tekst nie zamienił się w jedno wielkie bluzganie.

M.K. - Z jakim potencjałem twórczym przestępowaliście progi studia?
A. - Mieliśmy przygotowanych 23 utwory, z których na płycie znajdzie się o 12 mniej. Dobrze jest kiedy jest tych numerów więcej, bo wtedy można wybrać te najlepsze. I tak się właśnie stało tym razem. Zdecydowaliśmy się na 10 twardych numerów i jedną balladkę.

M.K. - Dokąd dotarliście w swoich poszukiwaniach muzycznych po 8 latach pogrywania różnej przecież muzyki?
A. - Kiedyś graliśmy muzykę określaną mianem techno-thrashu, wyciągnęliśmy z niej czystą esencję i pozostał teraz sam ogień, który porazi ludzi.

M.K. - Co wpłynęło na to. że zdecydowaliście się na taki krok?
A. - Stało się to po naszej drugiej (nie wydanej zresztą) płycie, kiedy to nastąpiło spiętrzenie pewnych technicznych cudeńków i zauważyliśmy, że nasza muzyka nie jest komunikatywna. Należało wyciągnąć wnioski co mamy nadzieję nam się udało.

M.K. - Materiał został nagrany w październiku '93, ukazał się dopiero w czerwcu '94. dlaczego?
A. - Firma MJM, która się zobowiązała wobec przede wszystkim publiczności jarocińskiej wydać nam materiał, niestety nie była w stanie zaproponować warunków takich, na które moglibyśmy przystać co w efekcie doprowadziło do tego, że dogadaliśmy się z LoudOut Records...

M.K. - Jak Warn się wydaje, czy trudności, które Was spotykają nie są spowodowane tym, że jesteście zespołem z prowincji. Może jakbyście pochodzili z Warszawki to ominąłby Was niejeden problem?
A. - Chyba w naszym przypadku nie ma to znaczenia. Być może jeżeli na stałe byśmy mieszkali w Warszawie to i więcej byłoby nas w mass-mediach, na pewno nawiązalibyśmy więcej kontaktów poprzez chociażby bywanie na koncertach. Natomiast jeśli chodzi o to, czy mamy kompleksy wobec zespołów pochodzących z większych miast - to musimy ci powiedzieć, że nie, gdyż uważamy, że Oni robią gorsze rzeczy od nas, a niektórzy po prostu rzeźbią w gównie.

M.K. - Czy nie uważacie, iż nadszedł najwyższy czas na znalezienie sobie managera z prawdziwego zdarzenia, który zadbałby o Wasze interesy. Przecież już trochę jesteście na rynku i ciągle o wszystko musicie zabiegać sami, nieprawdaż...?
A. - Cały czas szukamy takiego człowieka i miło by było gdyby znalazł się taki, który i nam by odpowiadał i znałby się na tym wszystkim. Nie zapominaj, że my przez 4 lata mieliśmy człowieka, który był naszym wydawcą i samozwał się naszym managerem. Nie ukrywamy, że niezbyt mile wspominamy tamten okres współpracy z TOMKIEM DZIUBIŃSKIM, bo o Nim mowa, i może dlatego teraz wolimy dmuchać na zimne. Chociaż trzeba sobie szczerze powiedzieć, że zawdzięczamy mu wiele, ale do pewnego momentu. Ponieważ w takim samym stopniu i w jakim nas odkrył, to nas później zniszczył. Z tego co wiemy, to ukazał się na kasetach Metal Mindu nasz pierwszy! materiał z 1988 roku i pewnie i drugi sprzed 3 lat teraz również ujrzy światło dzienne.

M.K. - Z tego., co rozumiem., to obawiacie się. że te dwa starsze Wasze produkty mogą zrobić w obecnej sytuacji Warn więcej złego niż dobrego, czyż nie tak?
A. - Wprowadzą pewne zamieszanie, ponieważ my z tamtym okresem się już pożegnaliśmy, chociaż nie wstydzimy się oczywiście niczego co zrobiliśmy kiedyś i jeżeli będą na rynku 3 nasze płyty i będą się sprzedawały to nie mamy nic przeciwko temu. Z tym tylko, że kiedy to my przez parę lat dzwoniliśmy do Dziuby i pytaliśmy się z pianą na ustach: "Słuchaj stary kiedy to wyjdzie? To w odpowiedzi słyszeliśmy: "Słuchajcie, to się nie sprzeda, bo nie ma na to koniunktury". A my uważamy, że to był dobry czas na taką muzykę i ludzie by to kupili. Poza tym kiedy Dziuba wypuścił na rynek "Epidemię" TURBO, to nasz materiał leżał u Niego na półce już kilka ładnych miesięcy. Można więc spytać dlaczego nie wyszedł?

M.K. - Czy planujecie, w związku z tym. wracać do starych numerów podczas koncertów?
A. - Do kilku na pewno, z tym, że zostaną one przearanżowane.

M.K. - A propos koncertów, to co z nimi, i czy nie obawiacie się. że po odnisieniu ewentualnego sukcesu będziecie musieli diametralnie przemeblować Wasze życie osobiste, gdyż będziecie dużo czasu spędzali poza domem?
A. - Wiesz, chcielibyśmy zagrać wreszcie jakąś zdrową trasę po Polsce. Co do osobistych spraw, to właśnie jesteśmy dopiero co po skończeniu (przedwczesnym zresztą) odrabiania zastępczej służby wojskowej. Poza tym, ponieważ gramy ze sobą już 8 lat to każdy musiał wrócić do swego zawodu i zasuwać na chleb (notabene Sławek jest właścicielem piekarni, więc zespołowi nie grozi głód). Robert jest nauczycielem - plastykiem. Maryś pracuje "mierząc liczniki", Frycu jest konserwatorem zabytków Szkoły Podstawowej. Ja jeszcze mam na głowie utrzymanie żony i dziecka (Sławek Bryłka - przyp. aut.). Tylko Osa jest "opierdalaczem" i pracuje "U Kuronia" więc jemu ewentualnie będzie najłatwiej się przestawić, a reszta będzie miała lekko przechlapane.

MACIEK KIERZKOWSKI