TYLKO ROCK-1998-LUTY-NR 2(72)
Recenzja płyty "Żyj, gnij i milcz"
Wiesław Królikowski

      Napiszę to od razu: z trzech dotąd wydanych płyt Alastora ta jest najlepsza. Przede wszystkim może się podobać, jak zespól balansuje po swojemu na granicy thrashu i hardcore'u. Co więcej - jest w tym prawdziwy czad, a i nie staje się to jakąś manierą, która może zacząć nużyć. A to thrashowo brzmi podkład instrumentalny i tego rodzaju pęd ma całość, ale Robert Stankiewicz śpiewa w hardcore'owym stylu (Wiem). A to rzecz jest metalowa, ale rytm bardziej sprężysty niż to w zwykłym heavy metalu przyjęte (Żyj, gnij i milcz). A to wreszcie rytmika mocniej kojarzy się z hardcore'em, a na dodatek riff jest krótki, też wyraźnie w duchu takiej muzyki (Szukał i znalazł).
      Ekipa Stankiewicza z wielką swobodą przekracza thrashowo-hardcore'ową granicę, a przy okazji zdarza się jej dorzucać to i owo, poszerzać wachlarz stylistyczny bez popełniania jakiejś artystycznej zdrady. I tak w I nie mów mi - w numerze chwilami thrashowym, lecz też o harcore'owym zabarwieniu - pojawia się trochę hendrixująca solówka gitary, a także ciekawy pomysł aranżacji na dwa rozkrzyczane głosy (szkoda, że nie wykorzystany do końca...). Alastor na pewno potrafi dogodzić zwolennikom rockowego szaleństwa, ale też popisuje się dobrym, selektywnym brzmieniem. A wykazując się aranżacyjnymi ambicjami zahacza nawet o coś bardziej nastrojowego, na początek Miasta Q pada jakiś refleks doom metalu. Dość niesamowite otwarcie ma Szuka! i znalazł powiedzmy - niezwykły występ niezwykłego gościa-poety.
      Na pewno atrakcyjność płyty podnoszą alastorowe wersje Fali Siekiery i Bez podtekstów TSA. Obie przygotowane z wyczuciem, nie mające nic z adaptacji na siłę. Fala z początku brzmi dość punkowo, dość podobnie do pierwotnej wersji, i dopiero po pewnym czasie odzywa się metalowa dusza Alastora... Bez podtekstów w podkładzie brzmi prawie tak tradycyjnie jak TSA (lub AC/DC - jak kto woli...). Tylko wokalista grupy skutecznie przypomina, że to już inna rockowa epoka. Alastor na swej płycie nie nudzi, a Stankiewicz ma w tym swój udział. To, co proponuje w dziedzinie wokalnej jest całkiem urozmaicone i świeżo brzmiące jak na przyjętą, mocną i - niestety - unifikującą brzmienia konwencję. Straszy głosem niemal deathowo, ale bez popadania w schemat growlingu, a i lubi porecytować sobie (Oko z tyłu głowy). Jego nieludzki śpiew ma całkiem zrozumiałe, ludzkie momenty (Żyj, gnij i milcz)... Teksty, które sobie napisał na tę płytę są równie ponure jak te z poprzedniego albumu, Zlo. Znów opisuje zło naszego świata. Pustogłowie szarych mas szumi wokół mnie... (Żyj, gnij i milcz) Oko z tyłu głowy miej nim zaufasz (Oko z tyłu głowy)... Nie ma równych, nie ma prawych, nie ma zasad (Wiara, serce i tło). Może dowód wyczucia stylu, może coś więcej. Jest chwackie: Nigdy nie kupisz mnie (Wolny). Też w porządku.
A płytę Alastora śmiało można kupić.

WIESŁAW KRÓLKOWSKI