PURE METAL-2006-LUTY-NR 1(6)
Recenzja płyty "Przenaczenie"
Michał "Moonfire" Żarski

      Jakie przeznaczenie miał mieć ten album? Zapewne panowie liczyli na to, że zostanie on wydany i to w swoim czasie, a niestety, los rękami ludzi, potrafi czynić niespodzianki i to niekoniecznie miłe. Z powodu takiej a nie innej polityki wydawniczej pewnej firmy, materiał ten przeleżał na półce będąc dodatkowo "inspiracją" dla innej kapeli.
      W każdym razie Alastor na "Przeznaczeniu" grał już całkiem ciekawą muzykę. Pomijam brzmienie, gdyż to rewelacyjne nie jest, bo materiał został zgrany z kasety i siłą rzeczy jego brzmienie jest przytłumione i pewne elementy uciekają. Riffy zlewają się niekiedy w magmę, ale w tym przypadku nie to stanowi o wartości muzyki. Tę będzie można dopiero ocenić w pełni po odzyskaniu taśm - matek (jeżeli się uda) i remasteringu całości. Póki co opierać się mogę na tym, co słyszę. A grają panowie techniczny thrash metal, pełen szalonych, zmieniających się jak w kalejdoskopie temp, budowanych przez pomysłowe zagrania perkusyjne, gęste faktury basu, czy arytmiczne rozwiązania charakterystyczne dla Watchtower czy debiutu Sieges Even. Miejscami nawet klimat tych utworów jest podobny, a pojawiające się znienacka akustyczne partie gitar tylko ten nastrój pogłębiają. Jest to nastrój nieco melancholijny, zwłaszcza wydobywa się on na powierzchnię w bardziej melodyjnych fragmentach. Wirtuozerskie partie solowe są ozdobą tego albumu, również one wpisują się w ten typ grania zwany techno thrashem. Z pierwszym albumem Watchtower łączy Alastora ponadto bardzo wysoki i piskliwy wokal Roberta Stankiewicza. Będą osoby, które za nic w świecie nie zaakceptują sposobu śpiewania Roberta, podobnie jak to było w przypadku Watchtower, czy pierwszego albumu Confessor. Mnie się taki sposób śpiewania podoba, pasuje do szalonej muzyki zespołu.
      "Przeznaczenie" nie jest albumem, który łatwo wchodzi do głowy. Te elementy, o których wspomniałem powyżej, mogą spowodować reakcje obronne, a nieprzystępność dźwięków (szczególnie wokali) zrazić co bardziej nieprzygotowanych słuchaczy. Jednak jeśli takie albumy jak "Energetic Disassembly", "Control And Resistance", "Life Cycle" czy "Steps" są dla was możliwe do zaakceptowania i polubienia, jeśli nie razi was jazzowa rytmika i takie harmonie, to znak, że również obok tych płyt można by było postawić nie wydany materiał kutnowskiego Alastora. Nie sposób po razie ocenić "Przeznaczenia" - bo to album, który dzięki różnym smaczkom i mnogości urozmaiceń, odkrywa się powoli; również powoli jego wartość rośnie.
      "Przeznaczenie" jako żywo nadaje się do wydania i życzyć należy Alastorowi, aby udało się sprawy doprowadzić do końca. Wychodzi w tym miejscu dwukrotna niesprawiedliwość dziejowa. Po pierwsze sprawa nieuczciwego wydawcy, która spowodowała przepadniecie materiału, a po drugie lokalizacja geopolityczna. Jako zespół zza Żelaznej Kurtyny - Alastor nie miał praktycznie szans na to, aby stanąć w jednym szeregu z gigantami techno thrashu, a szczerze mówiąc, należałoby się! Teraz na to szans już nie ma, pozostała wartość historyczna i parę gorzkich myśli na temat moralnej degrengolady naszego metalowego grajdołka.

85/100
Moonfire