PURE METAL-2006-MAJ-NR 2(7)
Recenzja płyty "ZŁO"
Michał "Moonfire" Żarski

      Pech prześladujący Alastora spowodował, że na nowy album kapeli trzeba było czekać aż pięć lat. Na scenie metalowej zmieniło się wiele, przede wszystkim do lamusa odszedł klasyczny thrash metal, zespoły grające ten rodzaj muzyki, jeśli chciały liczyć się na rynku, musiały swoją muzykę unowocześnić. W takim graniu prym wiodła Pantera.
      Alastor na "Złu" postanowił również udać się tym kursem, już nie było śladu po szybkim, technicznym thrash metalu z "Syndromów miast", a zastąpiło go granie bliższe metalowej wersji hard core. W połowie lat 90. taka stylistyka była niezwykle popularna. Przede wszystkim obniżył się wokal Roberta Stankiewicza, po falsetach nie zostało nawet wspomnienie, a zamiast ich usłyszeliśmy siłowe, skandujące śpiewanie. Riffy również wpisywały się w nowoczesność, słyszalne wpływy Pantery powodowały, że był to materiał cięższy niż poprzednie płyty, walący prosto w ryj, co potęgowały polskie teksty, w których Stankiewicz dawał upust swoim frustracjom i negatywnym emocjom. Zresztą teksty to mocna strona tego albumu, podobnie jak cała muzyka, która po 12 latach wciąż się broni i trafiłaby z powodzeniem do fanów thrash metalu jak i nowocześniejszych form metalowego wyrazu. Zespół momentami nie stroni od akustycznych partii, na początku "Psychosis" lub w balladach: "Niespełnieniu" i "Bez powrotu". Moim ulubionym kawałkiem jest nośny, w średnich tempach utrzymany "Homo". Mądre teksty, ciężka thrashcore'owa muzyka, odpowiednia dawka agresji podparta dobrym warsztatem - tak prezentował się Alastor w roku I 1994. "Zło" mówiąc przewrotnie, to album bardzo dobry.

Moonfire