MAGAZYN KCI - 2007 - SIERPIEŃ-NR 14(45)
"Weterani thrash metalu"
- Tomasz Dębowski

W 1985 roku piątka przyjaciół postanowiła coś zrobić ze swoim życiem. Do ręki wzięła instrumenty i zaczęli grać. Tak powstał kutnowski Alastor, o którym niebawem miało zrobić się głośno, a thrash metal, który wykonywali podbić serca wielu fanów mocnego uderzenia. Mimo różnych zawirowań losu, zespół w nieco zmienionym składzie gra do dziś, a ich muzyka ciągle robi wrażenie.

Kumpelski zespół

Waldemar Osiecki (g), Grzegorz Frydrysiak (bg) , Sławomir Bryłka (dr) i Robert Stankiewicz (voc), chodzili do jednej podstawówki – SP nr 6 na kutnowskim Łąkoszynie – „To był i jest taki kumpelski zespół, wszyscy gdzieś tam grali po garażach. 1986 rok przyniósł jednak pomysł, by nasze wspólne zamiłowanie, pasję do muzyki, zamienić we wspólne granie” – wspomina początki istnienia zespoł u główny pomysłodawca nazwy tego projektu, Robert Stankiewicz. W 1987 roku do zespołu dołączył gitarzysta, Mariusz Matuszewski (wówczas uczeń Technikum Mechanicznego im. Jurija Gagarina w Kutnie). Nazwa została zaczerpnięta z mitologii greckiej i oznacza bóstwo mszczące się na mordercach. – „ Nasze fascynacje zespołami typu: Iron Maiden, Judas Priest, Motörhead, Black Sabbath czy Saxon przybrały materialną, muzyczną formę” – mówi Sławomir Bryłka. – „Chcieliśmy grać ciężką muzę i gramy ją do dziś” – dodaje.

Świeży powiew metalu

Na pierwszy sukces grupa nie musiała długo czekać. W 1988 roku zakwalifikowała się do trzeciej edycji eliminacji do festiwalu Metalmania, co przyniosło także podpisanie kontraktu z Metal Mind Productions i wydanie albumu „Syndroms Of The Cities”. – „Trafiliśmy w dobry okres dla thrash metalu, po pierwsze był to nowy, „chwytający za gardła” kierunek w Polsce, po drugie nasza muzyka zazębiła się z amerykańską falą tego nurtu, która zalała Europę” – wspomina lider zespołu. W parze z ostrą muzyką i wokalem Stonka poszły teksty, przeważnie w języku polskim, będące swoistą dyskusją ze światem – „Teksty dotykają różnych spraw, ale w centrum zainteresowania zawsze jest człowiek” – analizuje własną twórczość, Robert Stankiewicz – „Nie są to manifesty, bardziej skupiam się na jednostce, akcja – interakcja, jednostka – świat, zadaję sporo pytań, które zmuszają do zatrzymania się na chwilę, spojrzenia w którym miejscu życiowej ścieżki się znajdujemy.” – dodaje.

Tyłem do systemu

W 1989 roku, kutnowscy thrashowcy nagrywają materiał na płytę „Destiny”, który jednak nigdy nie ujrzała światła dziennego. O A lastorze na pewien czas robi się cicho, zespół daje nieliczne koncerty i nagrywa mini album „Gerage 92 – Live Session”, by trzy lata później powrócić w glorii chwały. W 1993 roku, Alastor zwycięża w konkursie na legendarnym Festiwalu w Jarocinie. I znów muzycy przeżywają kolejne rozczarowanie – firma MJM, która obiecała wydać płytę nie dotrzymuje słowa. M.in. po tych wydarzeniach Leszek Gnoiński i Lech Skaradziński w Encyklopedii Polskiego Rocka, uznali Alastora za jednego z największych pechowców nurtu thrash metalowego w naszym kraju. – „Trudno powiedzieć, czy to był pech” – patrzy z perspektywy czasu Sławomir Bryłka – „Zawsze zależało nam, aby być zespołem niezależnym, a wtedy były takie czasy, że jak się chciało wydać płytę trzeba było się sprzedać” – dodaje. – „Staliśmy oporem do całego tego „bajzlu”, a że graliśmy i gramy przede wszystkim dla przyjemności, a nie dla pieniędzy to wyszło jak wyszło” – dodaje Robert Stankiewicz. – „Jedni godzą się na różne rzeczy, żeby zaistnieć, my staliśmy „tyłem”, nie chcieliśmy stać się kolejnymi maszynkami do nabijania kiesy wytwórniom. W muzyce musi być przekaz, artyzm. Takie podejście daje nam spokój, nie ma ciśnień i można robić co się chce” – zgodnym chórem mówią muzycy. – „To dla nas forma relaksacji, bo każdy z nas ma pracę czy rodzinę i normalne życie. Wspólne granie to bardzo ciężka praca, która ekstremalnie nas nakręca” – dodaje Robert Stankiewicz.

Weterani grają dalej

W 1997 roku już bez Osieckiego zespól nagrał płytę „Żyj, Gnij i Milcz”, która mimo dobrych recenzji przeszła bez większego echa w metalowym światku, a zespół odłożył gitary na bok. Pięć lat później muzycy postanowili odkurzyć instrumenty i powrócić do swojego ulubionego zajęcia. W miejsce Waldemara Osieckiego pojawił się Radek „Zwolak” Zwoliński, w wcześniej grający w gostynińskim zespole „Spin”. Nie wszyscy wytrzymali trudy powrotu i personalia się zmieniały, cały czas zachowywał się jednak „żelazny” skład (Stankiewicz, Bryłka, Matuszewski). Aktualnie zespół ciągle „żyje” i pracuje nad nową płytą (w składzie z Jackiem Kurnatowskim – bas i Marcinem „Crowbarem” Bilickim – gitara), a już 25 sierpnia zobaczymy naszych rodzimych weteranów thrash metalu w koncercie w kutnowskim Parku Traugutta, gdzie przypomną o sobie starym fanom.