MILLENIUM METAL
Recenzja płyty "Sydromes Of The Cities"
Atreju

      No i mamy kolejną płytkę z serii polskich pereł z lamusa. Czas przypomnieć zespół Alastor, wszystkim, którzy nigdy przedtem nie mieli z nim styczności, zwłaszcza, że jakiś czas temu zespół powrócił do świata żywych i jest znowu aktywny. Ja Alastora poznałem przy okazji wydania płyty „Żyj, gnij i milcz” i ta muzyka niestety mnie odrzuciła. Płyta mocno hard core’owa, a takiego grania nienawidzę. Stwierdziłem, że ta płyta i ten zespół to syf i postanowiłem na niego splunąć. Jakiś czas temu jednak posłuchałem materiału, który znalazł się na pierwszym albumie zespołu zatytułowanym „Syndroms Of The Cities” i doznałem niemałego szoku…
      Wydany w 1989 roku album, to porządna dawka thrashu na poziomie niemal światowym, wybijająca się spośród wielu innych polskich kapel thrashowych. Słychać fascynacje amerykańskim graniem, czasem ma się wrażenie, jakby zespół urodził się i wychował wśród kapel z Bay Area. Poza czystym thrashem sporo jest tu też elementów przywołujących na myśl speed metalowe grzańsko w stylu m.in. dwóch pierwszych, dość mało thrashowych OverKill’ów, a w co bardziej melodyjnych momentach ja słyszę minimalne podobieństwa do chociażby Agent Steel, który przyszedł mi na myśl już przy pierwszym numerze, podczas pierwszego odsłuchu.
      Zaskakująco dobra technika tego materiału napawa dumą, że kapele z polskiego podwórka nie zostawały nawet kiedyś w tyle za zachodnimi gwiazdami. Płyta jest dość mocno pojechana technicznie. Jest to szybki materiał, ale utwory nie są prostymi łupankami. Sporo jest zmian tempa i klimatu, akustyczne wstawki, nagłe zwolnienia i wyciszenia i trochę rytmicznej gmatwaniny. Całkiem niezła produkcja jak na tamte lata i „polskie warunki”, choć mogłoby być więcej „dołów” i więcej basu, ale nie jest źle. Świetne solówki i ciekawe riffy tnące jak brzytwa, soczyście brzmiące oraz świetna praca perkusji dają efekt piorunujący. Bardzo podoba mi się barwa głosu wokalisty. Porusza się on raczej w wysokich rejestrach, wyciągając fajne górki, poza tym słychać ciekawą manierę i nieco wibrowania w głosie. Co prawda wymowa języka angielskiego jest dość kiepska, ale jednak jest to tylko drobny szczegół, nie mający wpływu na odbiór całości.
      Większość utworów to niemal killery, jednak mogłyby być jeszcze odrobinę bardziej urozmaicone, bo w kilku małych fragmentach zdają się zlewać ze sobą. Najbardziej podobają mi się: drugi utwór zaraz po fajnym, akustycznym wstępie, czyli „Go Away”, a zaraz za nim ciekawy „Epitaph”, który swego czasu znalazł się na jednej ze składanek z „Metalmanii’89” oraz najlepszy na płycie „Adrian’s Son” z fantastycznym, nastrojowym, akustycznym wstępem i zakończeniem. Lubię wszystkie utwory, bo wszystkie są na wysokim poziomie. Co prawda resztę płyt słyszałem jedynie we fragmentach, ale mogę stwierdzić, że „Syndroms Of The Cities” to najlepszy album Alastora. Fajnie by było, gdyby ktoś zdecydował się wydać reedycję tego krążka na CD, pięknie by się to prezentowało na półce.


8,2/10
Atreju


  • [Przepisane za serwisem Millenium Metal]