NNCH ZINE #5-2007-LISTOPAD
"ALASTOR - kiedyś w ludziach było więcej zapału i wiary w to, co robią..."
- Wojtas


Teraz przed Wami zapis rozmowy przeprowadzonej ze Sławomirem Bryłką bębniarzem kutnowskiego ALASTORA. Grupy znanej i cenionej w kraju, która od wielu lat funkcjonuje na metalowej scenie muzycznej.
Miałem już okazję wysłuchać taśmy Promo 2006, która zapowiada długogrający krążek tej kutnowskiej załogi. Zapewniam, że od czasu świetnego "Syndroms of the Cities", ten zespół nadal kroczy obraną 21 lat temu drogą. Tej drodze na imię - techniczny Thrash Metal. Jest dobrze i oby tak dalej Panowie! A teraz rozmowa...


NNCH: Sławek, jak to się stało, że zacząłeś słuchać muzyki heavy metal? Jakie to były kapele?
SB: Oj, zaczynasz nieźle, to było tak dawno, że już chyba nie pamiętam. Postaram się jednak coś sobie przypomnieć. Z muzyką metalową zetknąłem się po raz pierwszy na poziomie szkoły podstawowej, to była chyba piąta klasa. Byłem wtedy wiernym słuchaczem audycji radiowej "Radio-kurier" programu trzeciego Polskiego Radia. W tej właśnie audycji pojawiały się ciekawostki muzyczne ze świata, nie tylko metalowe - tego typu muzyki było tam naprawdę niewiele. Pierwsze zespoły metalowe, które poznałem, może bardziej hard rockowe to oczywiście dziś wszystkie uznane za klasykę tego gatunku: LED ZEPPELIN, DEEP PURPLE, AC/DC, BLACK SABBATH, URAIAH HEEP, KING CRIMSON, KISS, później SAXON, JUDAS PRIEST, IRON MAJDEN. AERÓSMITH, DEF LEPPARD, BUDGIE, UFO czy wreszcie ACCEPT, METALLICA, EXODUS. Oczywiście wymieniać mógłbym mnóstwo zespołów, które powalały mnie i nas w tamtych czasach na kolana.

NNCH: Dzięki komu zainteresowałeś się metalową muzyką?
SB: W dużym stopniu w poznawaniu metalu pomógł nam czyli mnie i Robertowi - chodziliśmy do jednej klasy - Jacek Kamiński (później Morbid Noizz), starszy brat naszego kolegi z klasy Pawła (też Morbid Noizz).

NNCH: Jaką kapelę zobaczyłeś na żywo po raz pierwszy w swoim życiu?
SB: Wow! Chyba było to BUDGIE w Łódzki ej Hali Sportowej, a w roku. .. może '83, później UFO i IRON MAIDEN.

NNCH: Jakie było wówczas środowisko metalowe w Kutnie? Chyba można zaryzykować tezę, że mieliście fajną pakę. Byliście Wy, był NIGHTMARE czy w końcu BATTERY...
SB: To były zupełnie inne czasy, muza wypełniała nam wszystko. Nie było wtedy PC-tów i sieci he, he. Nawet na imprezach słuchaliśmy metalu. Dziś współczuję niektórym dziewczynom. Jasne, że mieliśmy fajną pakę, byliśmy w końcu wszyscy kumplami.

NNCH: Czy przed ALASTOR grałeś gdzieś wcześniej?
SB: Nie, moje początki z muzą to właśnie AL ASTOR. Wszyscy tam stawialiśmy pierwsze kroczki!

NNCH: W jakich okolicznościach powstał ALASTOR w 1986 roku ? Kto jest ojcem tej kapeli?
SB: Okoliczności powstania zespołu są trochę dziwne, bo tak naprawdę nikt nie zakładał, że utworzymy zespół metalowy i tak dalej... Mieliśmy swoją paczkę i spotykaliśmy się raz u jednego, innym razem u drugiego słuchając muzy i ... Nie wiem naprawdę od kogo się zaczęło. Przypominam sobie fakt że spotykaliśmy się u Osy i chyba miał jakieś stare pudło i tak wszyscy po trochu próbowali, ha, ha. Potem losy potoczyły się dość szybko. Osa wybrał sobie gitarę, Frycu bass, no i był problem, bo zarówno Stonek jak i ja chcieliśmy grać na bębnach. To było chyba w '83 r. W międzyczasie przewinął się przez zespół inny wokalista. Jakoś się jednak poukładaliśmy i w takim składzie w '85 powstał ALASTOR. Oficjalnie przyjmujemy datę powstania w '86. Robert Stankiewicz - głos; Waldek Osiecki - gitary; Grześ Frydrysiak gitara basowa i ja Sławek Bryłka - bębny. Później dołączył do nas Mariusz Matuszewski gitary.

NNCH: Na bębnach grasz już 20 lat. Powiedz, kto był dla Ciebie inspiracją, gdy zaczynałeś łomotać w bębny? A kto dziś A.D 2006 jest Twoim niedoścignionym wzorcem gry na perkusji?
SB: Trochę dłużej, he, he! Dużo podpatrywałem Marka Kapłona z TSA, ale to były moje początki. Bardzo podobał mi się w tamtym czasie łan Paice z DEEP PURPLE, no i oczywiście John Bohnam jak również Bill Brufford z YES i Alex Van Halen, Nicko McBrain (wcześniej Cliff Burr) z IRON MAIDEN. Na dzień dzisiejszy trudno jest wybrać, kto jest moją inspiracją, jest tylu znakomitych muzyków. Na pewno: Neil Peart, Vinie Paul, Charlie Benante, Bobby Jarzombek, Mikę Portnoy, Mikę Mangini, Thomas Lang.

NNCH: Kto był autorem nazwy zespołu? Co ona miała oznaczać? Czy wcześniej nie graliście pod innym szyldem?
SB: Nazwę wymyślił Stonek. Z mitologii starożytnej Grecji ALASTOR: mściciel - duch zamordowanego. Wcześniejsze nazwy to KOSTNICA i T-METAL oraz VENISION.

NNCH: Czyżby ta ostatnia była nawiązaniem do VENOM he,he? Jak w ogóle wspominasz te czasy kiedy graliście na niesamowitych imprezach typu Sthrashydło, Drrrama czy Metal Battle. Czy zachowały się Wam jakieś pamiątki z tych koncertów zdjęcia, nagrania, bądź materiały VHS z koncertów ALASTORA?
SB: Masz racje, to były niesamowite imprezy. Zawsze było full ludzi, nie to co dziś, że przychodzi na sztuki wręcz garstka ludzi. W ludziach było więcej zapału i wiary w to co robią, w większości organizatorami byli prawdziwi miłośnicy takiej muzy. Dziś jest zupełnie inaczej. To były łata 88/92 kto wtedy miał kamerę? Ha! ha! Zdjęć mamy i to nawet sporo.

NNCH: Nie myślicie czasem o wydaniu DVD? 20 lat grania, to ładny wynik...
SB: Byłoby nawet fajnie, nie mamy zbyt mało materiałów odpowiedniej jakości.

NNCH: Pamiętasz może jakąś szczególną zadymę pod koncertem z tamtych? Wiesz, co mam na myśli - zakupy bezgotówkowe, albo utarczki z "psami"...
SB: Pamiętam jak jadąc na pierwszy koncert w Polsce IRON MAIDEN do Łodzi na stacji PKP Łódź Kaliska z całej rzeszy fanów niebiescy wyciągnęli akurat mnie. Nieźle mnie wtedy przetrzepali. Na festiwalach w Jarocinie też napatrzyłem się co nieco. Nie robiło to wtedy na nikim wielkiego wrażenia, takie były czasy!

NNCH: Zauważyłem, że jesteście miłośnikami wódki czystej, co mnie niezmiernie cieszy, boja takie do tych miłośników należę. W związku z tym, proszę powiedz, jakie polskie zespoły metalowe utkwiły Ci szczególnie w pamięci, jeśli chodzi o dobrych kompanów do wypitki?
SB: O jest kilku kolesi, którzy mogą! Sorry, mogli! Nie za bardzo wypada mi odkrywać zakulisowe tajemnice, ale kolesie z ALASTOR chyba byli najlepsi!!!

NNCH: No to zdrówko! Jak byś określi! polskiego metalowca z tamtych czasów. Różnił się mentalnie od tego dzisiejszego?
SB: To chyba inne pokolenie, jednak najważniejszą cechą wspólną jest to, że oboje żyli lub zyją tą właśnie muzą.

NNCH: Czy masz kontakt z kolegami ze starego składu ALASTOR: Waldemar Osiecki, Grzegorz Frydrysiak. Wiesz co u nich słychać? Spotykacie się czasem przy kielichu?
SB: Osę widuję bardzo rzadko. Nie mieszka w Kutnie, jest obywatelem Świata... Grzegorza, choć mieszkamy w tym samym mieście, widuję bardzo rzadko. Człowiek założył rodzinę, ma dobrą pracę i tak dalej...

NNCH: Trzon ALASTORA to niezmiennie Ty i Robert Stankiewicz. Na czym polega fenomen Waszej przyjaźni tego, że nadal gracie w jednym zespole. Znacie się chyba ponad 30 lat... Mam rację?
SB: Jasne. Tak jak wcześniej napisałem z Robertem znamy się od I klasy szkoły podstawowej. Nie powiem, że zawsze było idealnie. Tak naprawdę to żaden z nas specjalnie nie zabiega o super przyjaźń. Każdy ma swój film. Ja mam pełen szacunek do jego osoby, a to że gramy razem tak długo - po prostu nadajemy na tych samych falach.

NNCH: Gdyby Dziubiński zaproponował Wam dziś kontrakt na wydanie nowej płyty. Czy przystałbyś na taką propozycję? Dziuba swego czasu sporo zaszkodził kapeli prawda?
SB: Nie chciałbym się wypowiadać na temat naszej współpracy z Metal Mind'em. Ta sprawa była swego czasu bardzo głośna w branży. Dziś, muszę stwierdzić jednak, że Dziubiński otworzył nam drzwi. My byliśmy zbyt młodzi i zagrały emocje. Inni ze stajni, niestety godzili się na warunki jakie im proponował. Dla nas było to nie do przyjęcia! Podobne, zresztą przeboje mieliśmy z firmą MJM , która miała nam wydać płytę "Zło". No cóż, taki to biznes ten "szałbiznes". Co do wydania nowego materiału w Metal Mind, to nie miałbym nic przeciwko, aby odpowiadały mi warunki współpracy. Jest to duża firma, potknięcia też ma już pewnie za sobą he, he.

NNCH: Świetny debiutancki materiał jakim Jest "Syndrom Of The Cities" wydany został przez włoską wytwórnię Metalmaster w całej Europie. Czy orientujesz się w jakim nakładzie sprzedał się ten krążek? On został wydany tylko na winylu? A propos... lubisz. ten magiczny nośnik jakim jest czarny krążek?
SB: Jasne! "Syndromy..." podobają, się wielu, jest to jak na tamte czasy bardzo świeży materiał Trochę nagrany na "wariackich papierach", ponieważ początkowo nagraliśmy połowę materiału, który miał się znaleźć na składance. Tomkowi i D. tak się jednak spodobało - nie mam pewności czy to faktycznie jemu, że po jakimś czasie wchodziliśmy jeszcze raz do poznańskiej Giełdy i dogrywaliśmy materiał na LP. Co do samej muzy zawartej na tym LP, to mieliśmy w głowach tyle pomysłów, że spokojnie wystarczyłoby na trzy krążki. Chyba to słychać, nie? He, He! Niestety, na dzień dzisiejszy nie mam pojęcia, zresztą tak naprawdę nigdy tego dokładnie nie wiedzieliśmy, ile się sprzedało. Szkoda, że "Syndromy..." wyszły na vinylu tylko za granicami naszego pięknego kraju. Żadna krajowa firma fonograficzna nie była zainteresowana chyba, że Dziubiński tak wygórował cenę? "Polmusic", wypuścił w Polsce tylko MC i to też w bardzo małym nakładzie. Szkoda, ale cóż mogliśmy na to poradzić, mieliśmy przecież "poważny management. Przynajmniej tak wówczas myśleliśmy1! Vinyl pachnie jak stare dobre wino, cóż jednak zrobić jak mamy w tej chwili takie świecące cacuszka.

NNCH: Dlaczego ALASTOR zawiesił działalność w 1997?
SB: Pamiętam, że powodów było kilka. Na pewno duży wpływ na taką decyzję miała sytuacja z LP "Żyj..". Morbid Noizz niestety nie wywiązał Się z wcześniejszych ustaleń i nie promował tego albumy promocja była prawie zerowa! Dostali gotowy materiał! Większość działać promocyjnych, realizował sam zespół. Nie wystarczyło to jednak, aby chwyciło. Przyjęcie tej płyty też było raczej chłodne, wszyscy krytykowali wokal i zbyt bardzo porównywali nas z core'm. Takie mieliśmy założenia, mało kto grał tak wtedy w Polsce. Podobna sytuacja miała miejsce z albumem "Destiny", którego Dziubiński nigdy nie wydał.
Wiesz, nieraz rozmawiamy na te tematy z chłopakami i w końcu jesteśmy przerażeni odbiorem naszej sztuki. Podejrzewam, że gdyby z zachodu wypłynęły takie dźwięki, wszyscy by się zesrywali! Tak to już u nas jest. Zauważyliśmy po płycie "Destiny", że nasza muza nie dociera do polskiego odbiorcy, a jeżeli ktoś załapie to po dwudziestu lub piętnastu latach. Taka sytuacja ma miejsce właśnie z "Destiny". Dlatego tez nasz trzeci materiał., Zło" był zupełnie inny (nie czytaj gorszy), niż poprzednie dwa. Tak jak widzisz, takie i inne nastroje narastały w nas, od długiego czasu aż wreszcie doszliśmy do wniosku, ze nie ma sensu dłużej przechodzić przez ścianę i to tą samą...


NNCH: Co działo się wówczas z Tobą?.Grałeś gdzieś po rozpadzie kapeli?
SB: Jasne, miałem oczywiście krótką przerwę, lecz nie trwała ona zbyt długo. Pamiętam, zadzwonił do mnie Zwolak z gostynińskiej BOREA z propozycją dołączenia do projektu, który stworzył razem z Arturem Banachem też BOREA. Grałem tam jakiś czas początkowo z Grzegorzem Frydrysiakiem, a później z obecnym basowym ALASTOR - Jackiem Kurnatowskim. Nazywało się to SPIN. Niestety jak to zwykle bywa. oprócz marnego demo, kilku koncertów i trasy razem z PANZERFAUST nic nie wyszło. Rozstaliśmy się. Pod koniec mej obecności w SPIN, Balon wokal z płockiej MEDUSY ściągnął mnie do nowego projektu NOB (NOTHING OF BODY), w którym "śpiewał" he, he! Gram z chłopakami po dziś dzień (Balon już nic śpiewa) i jak zwykle same problemy...

NNCH: "Live" album ukazał się 5 lat temu, ale niebawem światło dzienne ujrzy krążek "Spaaazm". Możesz powiedzieć kiedy dostępny będzie na rynku ten materiał? Wiesz już, kto to wyda?
SB: Nie wiem o jakim albumie "Live" mówisz, ALASTOR nie wydał nic podobnego pięć lat wstecz?! (Mea culpa. MAM na myśli wydawnictwo sygnowane przez Wydawnictwo MTJ, które wypuściło Wasz split z KRSHNA BROTHERS - Wojtas). Co do "Spaaazm", to nagraliśmy trzy numery w ZedStudto, celem zainteresowania potencjalnych wydawców. Niestety nie biją się jednak o ten materiał, który uważam za najbardziej dojrzały w całej twórczości ALASTOR. Tak, więc nic mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

NNCH: Oprócz muzyki, to motoryzacja jest Twoją pasją. Mając do wyboru upragniony zestaw bębnów lub wymarzoną furę (lub motor), co byś wybrał? Chyba, że masz już i jedno i drugie...
SB: Wow! Wiesz, że w miarę jedzenia apetyt rośnie! Trudno mi odpowiedzieć, bo zarówno bez bębnów jak i samochodów nie wyobrażam sobie życia. No i jeszcze bez paru innych rzeczy he, He! Instrument na którym gram, to dziesięcioletni Mapex Mars, który należałoby już wymienić. Samochód chyba też, bo jest to dwunastoletnie BMW 540.

NNCH: Gdybym kiedyś pojawił się w Kutnie i zapragnął skosztować dobrej bułki albo kawałka chleba, wskażesz mi miejsce, gdzie znajdę takie produkty? Czy to prawda, że jesteś właścicielem piekarni?
SB: Masz rację, kiedyś bardzo chciałem żyć z muzyki, ale po przejściach jakie dotknęły zespół, szybko zrozumiałem, że niestety w Polsce się tak nic da (z taką muzą, której niktn ie kumał). I w roku 91 razem z ojcem otworzyliśmy firmę zajmującą się wypiekiem pieczywa.

NNCH: Dziękuję Ci bardzo za wywiad! Ostatnie słowo jest Twoje...
SB: Chciałbym Ci bardzo podziękować za przeprowadzenie ze mną wywiadu, bo zapewne jest wiele więcej barwnych postaci naszego "szałbiznesu" i też metalowego! Nie mniej jednak dzięki wielkie. Chce również zachęcić wszystkich metali... aby zaczęli słuchać polskich produkcji bo naprawdę nie ustępują zachodnim. Keep rockin'! Pozdrawiam.

NNCH: Wzajemnie, życzę wszystkiego dobrego!

Rozmawiał: Wojtas
  • [Artykuł znajduje się w NNCh Zine #5 - 2007]