MILLENIUM METAL-2007-GRUDZIEŃ
"Klub emeryta made in Alastor"
- Atreju

No, po wielu perypetiach i przygodach udało się wreszcie doprowadzić do końca wywiad z legendą polskiego metalu – grupą Alastor i nie ukrywam, jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy. Wywiady z zespołami, które są częścią historii muzyki to zawsze wyzwanie i ja, szara myszka podchodzę do nich z pewnymi obawami. Mimo wszystko satysfakcja z takiego wywiadu rekompensuje cały stres, niepewność i obawy. Alastor to zespół, który w latach 80-tych debiutował kapitalnym albumem, potem jego kariera spokojnie toczyła się własnym torem, aż po wydaniu w roku 1997 ostatniej płyty panowie nagle zamilkli i zniknęli ze sceny. Teraz powracają w glorii, z nowym składem, nową muzyką i nową energią. Jaka będzie przyszłość Alastor, czy nowy album skopie nam tyłki, czy Mariuszowi uda się załatwić węgiel na zimę? Te i inne tematy znajdziecie w poniższym tekście. Jazda...

Atreju: Witam i gratuluję decyzji o powrocie do świata żywych. Zmartwychwstaliście... nie boicie się jednak, że będziecie kolejnymi 'żywymi trupami' na polskiej scenie?

Robert Stankiewicz: Jeżeli poprzez trupa rozumie się coś co jest zakopane w ziemi, to nie. Lata temu chcieliśmy się zakopać, ale nam nie wyszło. Cały czas graliśmy, cały czas produkowaliśmy muzykę i cały czas chcieliśmy grać jako Alastor, niemniej jednak pewne sytuacje nie pozwalały nam grać pod tym szyldem. W tej chwili Alastor kopie dupę i niech tak będzie.

Atreju: Zagraliście już kilka powrotnych koncertów. Jakie było przyjęcie i zainteresowanie ze strony fanów?

Sławomir Bryłka: Przyjęcie było nadspodziewanie dobre. Szczególnie ze strony młodszej części publiczności, która nas wcześniej nie znała. Ludzie ci stali pod sceną i patrzyli co tam za zespół się produkuje na scenie, a po koncercie przychodzili i mówili, że są mile zaskoczeni tym, że „klub emeryta made in Alastor” potrafi jeszcze coś pokazać.

RS: Fani dali nam więcej niż oczekiwaliśmy. Poczuliśmy, że Alastor potrzebny jest ludziom, którzy przychodzą pod scenę. 40-latkowie machali dyniami pod sceną, 30-latkowie machali dyniami pod sceną i 20-latkowie machali dyniami pod sceną i o to właśnie chodzi.

Atreju: Co robił Alastor przez te lata kiedy nie było Was na scenie? Działaliście muzycznie czy instrumenty zawisły na kołku?

SB: To był okres, w którym Robert wyprowadził się z Kutna do Gdańska, więc nie było szansy, żeby Alastor dalej istniał. Zrobiliśmy sobie przerwę od siebie. Maryś, Frycu i Ja nie potrafiliśmy się rozstać z muzyką i kombinowaliśmy coś cały czas ze sobą. Niestety nic z tego nie wyszło. Później razem z Frycem dostaliśmy propozycję od Radka Zwolińskiego i Artura Banacha, którzy grali wcześniej w gostynińskim zespole Borea, a później zespół Spin. Na wokalu śpiewał Arek Stelmasiak. Zagraliśmy parę koncertów. Fryca zastąpił Jacek Kurnatowski, obecny basista Alastora. Po zawieszeniu działalności Spina dostałem propozycję od płockiej grupy NOB, z którą już nie współpracuję poświęcając całą energię Alastorowi.

Mariusz Matuszewski: Założyłem grupę The Thing. Zagraliśmy parę koncertów, na jednym z nich zauważył nas Piotrek Jełowicki. W jego studiu nagrań koło Aleksandrowa Łódzkiego nagraliśmy 9 utworów. Materiału nie wydaliśmy, choć jeden z utworów na jednej ze składanek Thrash’Em All umieścił Mariusz Kmiołek.

RS: Grałem w zespole Rott Weiler z Irkiem Grzebieluchą, Pawłem Stolińskim i Marcinem Czekałą. To był taki szybki projekt, który skończył się nagraniem materiału w takim szczecińskim studiu „Kosmos”. Materiał nie ukazał się na rynku.

Atreju: Dlaczego tak naprawdę zniknęliście niepostrzeżenie? W sumie chyba nikt nie wie co było przyczyną. Po prostu wszystko nagle ucichło.

RS: Zmęczeni „sioł-biznesem” odeszliśmy bez huku, bez fajerwerków bo w tym biznesie tak trzeba. Po co robić z tego powodu wielkie „halo”…

SB: Nadszedł taki okres, że nie było sensu przebijać głową muru, czekaliśmy na lepsze czasy, żeby wrócić.

Atreju: Przedstawcie obecny skład Alastora, bo nie wszyscy jeszcze zdążyli poznać nowe twarze.

SB: Z podstawowego składu zostało nas trzech tzn. ja, Stonek i Maryś. Z Jackiem Kurnatowskim współpracowałem już wcześniej w zespole Spin, zaproponowałem jego, Stonek i Maryś wyrazili chęć współpracy. Na początku 2006 roku dołączył do nas Marcin „Crowbar” Bilicki wcześniej grający w kutnowskim zespole „Projekt Q”. Zaczęliśmy się spotykać, zaczęliśmy grać i tak pchamy ten wózek już razem w piątkę do przodu.

Atreju: Czy czujecie się dziś i z tym składem mocniejsi niż kiedyś? Czy to dobra ekipa, żeby jeszcze coś komuś udowodnić? Czy w ogóle musicie coś komukolwiek udowadniać?

RS: Czuję się z tym składem mocny. Alastor kopie dupę jak zawsze. Robimy to na co nas stać w tym momencie na 100%.

SB: Nic nigdy nie chcieliśmy nikomu udowadniać i nie musimy. Zawsze chcieliśmy grać, mamy power, mamy ludzi, mamy chęci do tego żeby grać, zawsze zresztą mieliśmy i robimy swoją muzę, taką jaką chcemy.

Atreju: Od czasu albumu "Żyj, gnij i milcz" minęło parę latek. Nie macie obaw co do wydawania następnych płyt, zwłaszcza, że po tej "pożegnalnej" wielu spisało Was na straty?

SB: Nie wiem czemu, jak to mówisz wielu spisało nas na straty. To, że płyta „Żyj, gnij i milcz” nie została odebrana tak jak my tego chcieliśmy to chyba wynik tego, że została niezrozumiana przez odbiorców, wydawców.

RS: Od czasu wydania „Żyj, gnij i milcz” faktycznie minęło parę latek, ale poziom wkurwienia, jaki w nas siedzi, jest taki sam jak wtedy. Taki sam był też kiedy nagrywaliśmy „Zło”, taki sam jest i teraz. Nie obawiamy się wydać nowej płyty, bo teraz nowym ludziom lub tym, co mam nadzieję chwilowo o nas zapomnieli mówimy wciąż o tym co w nas siedzi, podajemy to jednak w innej formie.

Atreju: Słyszałem już spory czas temu kilka nowych utworów zrobionych zapewne z myślą o nowym albumie i muszę powiedzieć, że jeśli cała płyta będzie w podobnym stylu, to będzie naprawdę nieźle. Kiedy zatem można spodziewać się nowego krążka?

SB: Nowe numery, które od dłuższego czasu znajdują się na naszej stronie internetowej www.alastor.pl nagraliśmy we wrześniu 2006 roku w ZED Studio w Olkuszu u Tomka Zalewskiego. Te trzy utwory znajdą się również na płycie, będą jednak odświeżone ponieważ zapisujemy je od nowa.

Marcin Bilicki: Praca nad nowym materiałem przeciąga się często z różnych całkiem przypadkowych sytuacji, często od nas niezależnych. Robimy co możemy, żeby dopiąć ślady jeszcze w tym roku. Biorąc pod uwagę, że jest to dla nas bardzo ważna płyta i musimy ją znakomicie przygotować jeszcze przed nami sporo pracy. Jednocześnie mamy świadomość, że wielu fanów czeka na tę płytę ponieważ dostajemy dużo korespondencji z pytaniami o datę premiery. Wstępne plany wskazują na wydanie płyty wczesną wiosną 2008 roku.

Atreju: Przez lata na pewno wasze gusta ewoluowały. Czy nowa muzyka będzie raczej ukłonem w stronę starego thrashu, czy połączycie go z nowoczesnymi brzmieniami? Jak to wszystko ma wyglądać?

SB: Nie chciałbym nas szufladkować i wpasowywać w jakieś ramy starego, czy nowego thrashu. Przez cały czas słuchamy muzyki i tej starej i nowych produkcji, na pewno samoistnie pewne rzeczy do nas przenikają, ale to będzie Alastor, nie można tego sklasyfikować jako nowy lub stary.

MM: Alastor ma swój styl i to jaki był i jest Alastor usłyszycie na tym materiale.

Atreju: Czy są szanse na to, by wypuścić na rynek ponownie stare albumy? Wiele osób chciałoby mieć w dobrej jakości i w fajnym wydaniu chociażby najlepszy wg mnie wasz album "Syndroms of the cities" lub też „Syndromy miast”.

SB: Nieskromnie uważamy, że wszystkie nasze albumy są najlepsze (hahaha). Na wypuszczenie starych albumów na rynek są szanse. Bardzo często ta kwestia powraca w rozmowach z fanami, którzy pytają się o stare płyty i chcieliby wrzucić do swojej kolekcji płyty CD z Alastorem. Mamy to w planach, jednak nie w tej chwili, zajmiemy się tym później.

RS: Nie jest to priorytetem, w tej chwili najważniejsza jest dla nas nowa płyta i zajmujemy się sprawami związanymi z jej wydaniem….

MM: … i załatwieniem węgla na zimę.

Atreju: Zarejestrowaliście może swoje powrotne koncerty? Być może dobrym pomysłem byłoby wypuszczenie płyty koncertowej albo jakaś reedycja właśnie czy DVD z archiwalnymi nagraniami, żeby o sobie przypomnieć i przygotować grunt pod nowego studyjniaka.

MB: Cały czas chodzą nam po głowie pomysły związane z nagraniem płyty koncertowej w wersji DVD, jednakże i na to przyjdzie kolej. Koncerty, które zagraliśmy w tym roku nie miały szans na porządną rejestrację, a w związku z tym na oficjalne wydanie, ale na pewno nasz urodzinowy koncert z Kutna ukaże się na DVD jako bootleg, więc niedługo po kosztach fani będą mogli nabyć go poprzez naszą stronę internetową.

SB: Będzie to mały, limitowany nakład.

Atreju: Jakie tematy poruszycie w tekstach nowych utworów? Sporo się dzieje ostatnio w naszym kraju i na świecie, więc jest w czym wybierać. Interesują Was w ogóle sprawy polityczne?

RS: Nas interesuje głównie człowiek. Człowiek i jego zmaganie się z rzeczywistością. Alastor zawsze był apolityczny, zawsze robił swoje i zawsze poruszał tematy ogólnoludzkie. Człowiek był podmiotem tego, o czym się pisało i tak będzie na tej płycie, tak było na poprzednich płytach. Jedno co różni tą płytę od poprzednich jest to drugie spojrzenie na człowieka, spojrzenie „Marysia”, który napisał połowę tekstów na nowy album. Nic więcej nie powiem, wyjdzie nowa płyta, musicie posłuchać tekstów i wtedy zrozumiecie.

Atreju: W wywiadzie z zespołem Kreon, Rafał Żelechowski powiedział mi, że od czasów komuny, w której przyszło grać także wam, niewiele się zmieniło i komuniści nadal rządzą tym krajem. Sporo w tym prawdy, ale jak wg was zmieniła się od tamtego czasu sytuacja na metalowej scenie w Polsce. Kiedyś było ciężko, a dziś...?

RS: Były takie czasy i była komuna, a teraz jest nowa komuna, komuna jest inaczej obudowana, innymi hasłami. Nam to co się dzieje nie odpowiada.

SB: Sytuacja na metalowej scenie była zawsze ciężka. Po prostu nie ma rynku, muzyka jest niszowa. Kiedyś było ciężko z instrumentami, ciężko było znaleźć miejsce gdzie grać. W tej chwili dzieciaki, które zaczynają mają wszystko podane na talerzu. Zespołów jest 100 tysięcy, koncertów też, ale wtedy było inaczej wtedy żyło się tą muzyką.

RS: Bardzo mało jest teraz zespołów, które mają jakiś kręgosłup, zespołów wyrazistych, które wiedzą co chcą powiedzieć.

Atreju: Czy Wasi dawni fani nadal są z Wami? Kiedyś fan metalu był bardziej zaangażowany, bo dostęp do muzyki był trudniejszy, dziś wszystko mamy na tacy. Czy prawdziwi fani to coś takiego jak smoki i dziewice, czyli gatunki wymarłe?

RS: My jesteśmy takimi fanami. Sami też mamy takich fanów i są to nasi najwięksi przyjaciele, koledzy. Przyjeżdżają na nasze koncerty po 300-400 kilometrów i wiemy ponieważ spotykamy się z nimi prywatnie na imprezach, że są ludzie, którzy dali by sobie za heavy metal podciąć żyły.

MM: Są tacy fani, pozdrowienia dla Alexa i ekipy z Choszczna.

Atreju: Całkiem niedawno obchodziliście okrągłą rocznicę istnienia. Poza koncertem świętowaliście to wydarzenie jakoś specjalnie? Może by tak seria koncertów w całym kraju.

SB: Tak dokładnie, niedawno urządziliśmy imprezę obchodzoną jako 20-lecie istnienia zespołu. Zaproszonymi gośćmi były zespoły Proletaryat, Horrorscope, The No-Mads oraz muzycy Alastora z pierwotnego, pierwszego składu, czyli Frycu i Osa. Poza koncertem wydarzenie świętowaliśmy po koncercie dużą imprezą (hahaha)

Atreju: Od kilku lat obserwować można renesans thrash metalu. Stare legendy nadal kopią dupska nowymi albumami, np. Exodus czy Onslaught. Także Testament coś kombinuje. Czy thrash metal ma szanse wspiąć się na szczyt jak za dawnych lat i czy upatrujecie w tym jakąś szansę na Wasz sukces?

SB: Przede wszystkim, nie upatrujemy, w tym wszystkim żadnej szansy na sukces. Nie gramy po to, żeby osiągnąć sukces. Gramy po to, że chcemy grać i przekazać ludziom to co w nas siedzi.

MB: Osobiście cieszę się, że kapele o których mówisz wciąż grają lub wracają na scenę. Mam tylko ukrytą nadzieję, że jest to spowodowane tym, że chcą się z nami dzielić coraz to nowszymi pomysłami kompozycjami, a nie tylko i wyłącznie chodzi o kasę. Idealizuję?... (hahaha)

Atreju: Macie własną stronę internetową oraz profil na popularnym „majspejsie”, dzięki czemu możecie być w stałym kontakcie z fanami. Kiedyś największą promocję robiły pisma fachowe. Czy Internet stał się dziś najważniejszym medium?

MB: Nigdy muzyka metalowa nie była specjalnie przyjmowana z otwartymi rękoma w radiu i telewizji. Oczywiście istniały w mediach pewne bloki programowe i pewni dobrzy ludzie, którzy puszczali muzykę metalową i za to im dzięki, bo oni podłożyli podwaliny pod rozwój tej muzyki udostępniając ją większej ilości słuchaczy, jednakże teraz uważam że jest jeszcze gorzej niż było. Dla zespołów metalowych faktycznie najbardziej istotnym medium stał się Internet. Możliwość dotarcia do dziesiątek, setek tysięcy internautów, którzy bez skrępowania o każdej porze dnia mogą włączyć sobie Twoją muzykę, poczytać o Tobie jest dużą wartością. Nie ukrywam, że chciałbym, aby w największej części promocja nowej płyty odbyła się poprzez Internet, ponieważ jest to relatywnie najlepszy w stosunku ilości słuchaczy do kosztów promocji sposób zaprezentowania się i przekazania ludziom swoich nowych nagrań.

Atreju: Mimo, iż Internet ułatwia docieranie do odbiorców, to przyczynia się też do spadku sprzedaży płyt. Kiedyś trzeba było sprzedać 50 tyś. egzemplarzy, żeby dostać złoto. Dziś wystarczy 10 tysięcy i to pewnie nie koniec obniżek. Jak zachęcicie ludzi do kupienia Waszej płyty?

MM: Przede wszystkim zachęcimy koncertami.

MB: Nie oszukujmy się rynek w Polsce i w Ameryce to dwa różne światy. Koszty płyt są za wysokie jak na kieszeń przeciętnego Polaka, a kiedy widzę po cenach, że Amerykanin w sklepie Amazon kupi płytę taniej ode mnie przy wyższych zarobkach i niższych kosztach życia to nóż mi się w kieszeni otwiera. Wiem, że musimy dotrzeć do słuchaczy głównie przez koncerty i Internet, udostępnić im muzykę. Nie mówię, żeby dać wszystko wszystkim za darmo, ale wierzę, że odpowiednia promocja poprzez Internet może przełożyć się na sprzedaż płyty. Myślę, że ta osoba, której nasza muzyka się spodoba, będzie chciała mieć nową płytę, z fantastyczną wkładką w ładnej oprawie etc. W przyszłości będziemy myśleć też o bonusach ponieważ teraz samo wydanie płyty nie wystarcza i mamy tego świadomość. Czymś co może sprowokować fana do wydania pieniędzy na płytę są box’y, zdjęcia, nagrania DVD etc.

SB: Pomysłem, który z powodzeniem realizują już inne zespoły, jest zamieszczenie poszczególnych utworów z dyskografii w Internecie, a kto będzie chciał mieć płytę na półce to ją kupi.

Atreju: Jak już wspomniałem wcześniej, wasze płyty pokazują jak bardzo zmienialiście się na przestrzeni lat. Które albumy Alastor są najbliższe waszym sercom i czy w ogóle słuchacie któregokolwiek z nich?.

RS: Alastor zawsze grał thrash metal, czasami był on bardziej skomplikowany, czasami mniej, ale zawsze graliśmy swoje. Wszystkie albumy są bliskie naszym sercom.

MM: Najbardziej kochanym jest ostatni „Spaaazm”, który się ukaże…. i skopie tyłki.

Atreju: Czym zajmujecie się na co dzień? Domyślam się, że nie żyjecie z muzyki. Dużo czasu poświęcacie na granie?

SB: Z muzyki nie żyjemy, przecież trzeba jakoś utrzymać dom, rodziny. Spotykamy się różnie, przeważnie gramy dwa razy w tygodniu wspólnie, natomiast każdy indywidualnie w miarę swoich możliwości czasowych.

MB: Moim celem zawsze było, żyć z muzyki, ale niestety w tym kraju nie jest łatwo takie plany zrealizować. Jednakże cały czas wolny staram się poświęcać na granie i na załatwienie różnych zespołowych spraw.

MM: Muzykę zawsze traktowaliśmy jako największa pasję, hobby.

Atreju: Co będzie robił Alastor, kiedy osiągnie wiek... emerytalny? Przykład dziadków z Black Sabbath planujących nagrać nową płytę pokazuje, że wiek nie gra roli gdy się muzykę kocha.

RS: Ja do 50-tki chciałbym dociągnąć w tym zespole, a potem będę grał stoner rocka.

MM: Dokładnie do 50-tki, a potem trochę zwolnimy (hahaha).

SB: Będziemy grali dopóty, dopóki będziemy mieli na to ochotę, do kiedy będzie to coś w nas siedziało. Podchodzimy do tego tak, że nie musimy każdego roku wydawać nową płytę. Płyty wydajemy wtedy, kiedy uważamy to za stosowne, kiedy materiał jest dojrzały do tego, by go wydać, kiedy mamy na to ochotę. Kiedy kocha się muzykę wiek nie gra roli.

Atreju: Z kim chcielibyście dzielić scenę przed zejściem z tego świata?

MB: Kilka postaci na pewno by się znalazło, ale pytanie czy dożyją do tego czasu, chociażby Ozzy Osbourne (hahaha). Poważnie, to lista byłaby długa, chyba nie czas teraz ich wszystkich wymieniać, na pewno zmontowalibyśmy z nich kilka metalowo-rockowych dream-teamów.

Atreju: To chyba tyle, teraz tradycyjne kilka słów dla czytelników i fanów zespołu, a tymczasem ja dziękuję za poświęcony czas.

Alastor: Chcielibyśmy pozdrowić czytelników portalu Millenium Metal. Dzięki dla wszystkich fanów za to, że jesteście z nami, ze piszecie i dajecie o sobie znać. Bądźcie cierpliwi, bo nowa płyta ukaże się wkrótce i będzie kopać po tyłkach, nie rozczarujecie się.

Rozmawiał: Atreju
  • [Przepisane za serwisem Millenium Metal]