BLACKASTRIAL
Relacja z koncertu: 2009/02/12 Gdynia, Klub Ucho
Nechirion, Alastor, Horrorscope
Krzysztof Dobrowolski

      Oooooj jak ja kocham zespół Alastor! Ile to już lat (dla mnie chwil...), od kiedy po raz ostatni miałem okazję oglądać ich na żywo..? Było to dokładnie w dzień moich szesnastych urodzin, na sopockim Molo w ramach Marlboro Rockin zagrali ONI! I to w towarzystwie nie mniej uwielbianej przeze mnie stołecznej Geisha Goner. Eeech to były czasy... Ale dość wspominek bo mamy rok 2009, czyli szesnaście lat po tamtych pamiętnych wydażeniach mam okazję znów ujżeć zespół "A" na scenie! Minął szmat czasu, a losy grupy były tak kręte jak końcówka papieskiej laseczki, to nie zważając nawet na 39 stopniową gorączkę, czym prędzej udałem się do gdyńskiego Ucha na tę, jakże przepiękną ucztę zmysłów.

      Z niespełna godzinnym opóźnieniem (jakoś tą salę trzeba było napchać...) zagrał lokalny Nechirion. Z całym szacunkiem dla zespołu, który - jak na młodziutki band - zabrzmiał tego wieczora całkiem przyzwoicieale ktoś niepotrzebnie ustawił tych chłopców jako support dla wymienionych wyżej grup. Ich nieoszlifowany jeszcze, brutalny śmierć metal, poprzeplatany gdzieniegdzie, zupełnie niepotrzebnymi, iście Maidenowskimi zagrywkami, zupełnie nie miał racji bytu. Mimo wszystko, za jakiś czas, kiedy chłopaki nabiorą ogłady, za mikrofon chwyci któryś z trójki panów stojących z przodu, a perkusiście zostawią perkusję, to gwarantuję, że jeszcze o nich usłyszycie.

      Po Nechirion udaliśmy się w wiadome miejsce, celem "wymiany kufla" i za kilka chwil na scenie pojawił się "wiecznie młody" Sławek Bryłka. Śmieliśmy się, że jego procesy starcze stanęły gdzieś na wieku siedemnastu lat. Dostałem nawet na to sensowną odpowiedź od wokalisty grupy, ale została ona ocenzurowana przeze mnie samego :-). Raz po raz dokoptywali kolejni członkowie kutnowskiego Alastora, aż wreszcie z głośników popłynęły kojące uszy dźwięki. "To czego nie wie nikt" , "On" oraz kilka, nawet mi nie znanych, premierowych utworów. Muzycy bardzo dobrze ukrywają ten materiał przed emprtrójkowymi hackerami. Następnie mój ulubiony "Od zawsze tutaj" refren tego kawałka poruszyłby skały. No ale czym byłby występ grupy takiego formatu bez hiciorów sprzed lat. Proszę bardzo rzekł stryj Robert, okraszając swą wypowiedź tańcem godowym ala Roman Kostrzewski i kolejno posypały się: "Oko z tyłu głowy", ponadczasowe "Zło" czy "Homo" po nich znów spora dawka nowości między innymi rewelacyjny "Człowiek pies". Tak jak i ja, zapewne wszyscy fani zespołu czekali na fenomenalny, sztandarowy numer jakim niechybnie jest utwór "Nieprawdopodobne" z płyty "Zło", a tu ze sceny słychać "Na razie" i koniec... Na szczęście w tym momencie wyraz twarzy a''la zbity chrabąszcz udzielił się nie tylko mi i zapewne większość zebranych tkwiłaby w takim bezruchu z wytatułowanym na ustach pytaniem: juuuuż? gdyby nie jeden odważny - na moje oko był to wokalista lokalnego Hurricane - który wparował na scenę, podziękował zespołowi za występ i kazał zagrać coś na bis. Już wszyscy wiedzieli, że będzie to wariacja na temat dzielenia na sylaby, właśnie słowa "Nieprawdopodobne"", kto nie słyszał, niech sie nie przyznaje. Jeszcze tylko gromkie brawa i jak to bywa w zwyczaju, wszystko co dobre i nie dobre to i tak musi się zakończyć. Gdy będziecie to czytać, w sklepach będzie już dostępna, pierwsza po przeszło dziesięciu latach milczenia płyta zespołu, zatytułowana "SPAAAZM" i uwierzcie mi, że będzie to powrót roku 2009!

      Na scenie zaczyna instalować się znany wszystkim doskonale, śląski Horrorscope. Bardzo wysoko cenię sobie ich twórczość, gdyż w zalewie tandetnej pseudothrashowej chały, Horrorscope lśni jak diament. Bardzo ciekawa jest też naturalna droga jaką ewoluował zespół. Od tradycyjnego "Worship Game", melodyjnego "Wrong Side of the Road" poprzez mocny thrashowy "Pictures of Pain", a na Testamentowych, czy wręcz Nevermore'owskich "Crushing Design" i "Evoking Demons" kończąc. Kolejny do kolekcji "wiecznie młodych" Lech Śmiechowicz i spółka już od pierwszych dźwięków oznajmili wszystkim przybyłym, że jeńców nie biorą. Niestety nie znam ich dokonań na tyle, żeby sypać tytułami jak w przypadku poprzedników, ale materiał poszedł głównie z dwóch ostatnich płyt. Nie zabrakło też starszych, dobrze wszystkim znanych kompozyji, umiejętnie poprzeplatanych z zupełnie nowymi, premierowymi utworami. Gdybym nie wiedział, że to Horrorscope, to dałbym sobie rękę obciąć (albo coś innego...nogę na przykład), że na scenie daje upust jakaś death metalowa horda! Najlepszym tego dowodem są słowa mojego kolegi, który stwierdził po koncercie, że ci goście zaserwowali mu takie wpierdol, że do tej pory drżą mu jeszcze łydki. I nie jest to w najmniejszym stopniu wypowiedź przesadzona. Nowe kompozycje Horrorscope nie stoją już "po niewłaściwej stronie drogi..." Teraz jest to zespół dojrzały i w pełni świadomy, którą ścieżką ma podążać!

      Smutne jest jedynie to, że na takie zespoły przychodzi jedynie garstka, zagubionych ludzików, w większości pewnie pierwszy raz słyszących nazwy występujących tego dnia grup. Ale chylę czoła przed muzykami, że mimo słabiutkiej frekwencji, pokazali klasę i zagrali na pełnych obrotach! Dzięki temu tych kilkoro dzieciaków, wyjdzie z klubu naprawdę zadowolonych i gdy dotrą już do swoich domostw, zamiast iść spać, po cichutku, w konspiracji przed starymi odpalą neta i poczytają sobie jak na długo przed ich narodzinami, gdzieś w mieście "Q" hartowała się stal...


Krzysztof Dobrowolski

  • [Przepisane za czasopismem Blackastrial nr 1/2009]