BLACKASTRIAL-2009-Nr 2
"Kopiący po dupach Spaaazm"


Każdy z nas przy najmniej raz w życiu doświadczył na swojej drodze spotkania z człowiekiem, z którym po zamianie dosłownie kilku zdań poczuł, że zna go już całe wieki. Taką ponadczasową i niezwykle charyzmatyczną postacią jest z pewnością mój rozmówca. Moja autentyczna miłość do jego osoby jak i przede wszystkim twórczości, trwa nieprzerwanie Już blisko dwadzieścia lat! Moi mili, przed wami Robert Stankiewicz, który w czasie teraźniejszym oraz po trosze przeszłym opowie o powracającej na salony ikonie polskiego thrashu, kutnowskim zespole Alastor!



BLACKASTRIAL: Będąc fanem Alastor od lat wielu, mogę spokojnie powiedzieć, że istnieją jednak w życiu takie chwile o jakich śpiewał Rysiek Riedell Więc jak inaczej mógłbym zacząć tę pogawędkę, jak nie od żelaznego "Czołem Stryju!!!"
STANKIEWICZ: Czołem, miło Cię widzieć

BLACKASTRIAL: Uwierz mi Robert, iż ogromnie cieszę się z tej rozmowy, zwłaszcza, że już za kilka dni światło dzienne ujrzy Wasz kolejny długograj i to po blisko dziesięciu latach milczenia! Szykuje nam się jeden z najefektowniejszych powrotów na naszym metalowym poletku! Nie sądzisz, hehe!?
STANKIEWICZ: Tak rzeczywiście te ponad dziesięć lat przeleciało w ekspresowym tempie, niestety pomimo próby reaktywacji bandu w 2002 roku nie udało się nam wówczas uwieńczyć naszych zamiarów kolejnym wydawnictwem. Myślę, że "Spaaazm" zrekompensuje thrashmaniakom te wszystkie lata.

BLACKASTRIAL: Rozumienie powrotu na scenę przez wielu artystów to szybki news w mediach, w międzyczasie wychodzi płyta i albo się uda, albo kolana... W waszym przypadku było dokładnie na odwrót. Opowiedz o strategii powrotów według zespołu Alastor. Czy te kilka lat w "podziemiu" byto zamierzone (badanie rynku, zapotrzebowań), czy po prostu przypadek, brak wydawcy?
STANKIEWICZ: Wszystkiego tutaj po trochu... Alastor to band, który nigdy nie działał koniunkturalnie, nie szukał poklasku, bądź wyczekiwał tego właściwego momentu, by wrócić na rynek. Wszystko samo ułożyło się tak, a nie inaczej. Podstawą są ludzie - niestety nie wszyscy z nich dotrwali z nami do dzisiaj, trzeba było szukać nowych, właściwych i gotowych iść z nami niełatwą przecież drogą.

BLACKASTRIAL: No dobrze, ale przejdźmy do meritum, jakim niewątpliwie jest nowa płyta o dość dziwacznie brzmiącym tytule "Spaaazm". Czy masz dopisaną do tego swoją ideologię, czy po prostu udało ci się znaleźć właśnie to jedno słowo, które przyznam idealnie oddaje nastrój panujący wokół?
STANKIEWICZ: Ten tytuł nosiłem w sobie przez lata. Już po nagraniu "Żyj, Gnij i Milcz", gdzie ładunek mentalnego wkurwu był w nas optymalny, stwierdziłem w duchu, iż obraz tego co widzę dookoła sprawia, że chyba to słowo odda istotę następnej produkcji, obojętnie kiedy by się ona miała pojawić na rynku. I tak trwało to te ładnych parę latek, a ja utwierdziłem się tylko w moim zamyśle i "słowo ciałem się stało".

BLACKASTRIAL: Czego mogą się spodziewać po tym wydawnictwie starzy fani Alastor, a czym spróbujecie zwrócić na asa i uwagę młodszych słuchaczy, nie mających do tej pory do czynienia z nazwą zespołu?
STANKIEWICZ: Ci wszyscy, którzy śledzą nasze losy od lat i znają nas trochę nie powinni być wielce zdziwieni, tym co robimy – Alastor zawsze nagrywał muzę z kopem, o charakterystycznym drivie, podpartą słownym komentarzem mej skromnej osoby, chociaż obecnie napisaliśmy część tekstów z Mariuszem "Marychą" Matuszewskim (gitara) głownie po to, aby utwory jako całość nabrały jeszcze większej siły rażenia. Co do młodszych wyznawców ciężkich brzmień to mam nadzieję, że obecna produkcja da im impuls do zapoznania się z naszą wcześniejszą twórczością i nie pozwoli przejść obojętnie przy naszych następnych dokonaniach.

BLACKASTRIAL: Powiedz kto jest odpowiedzialny za brzmienie "Spaaazm"? Jak na polskie warunki płyta brzmi rewelacyjnie, jak to określił jeden z moich znajomych - "po amerykańsku", hehe!
STANKIEWICZ: Dzięki za dobre słowo, lecz uwierz mi, nie było lekko. Punktem wyjścia jest jak zwykle znalezienie właściwego człowieka i właściwego studia, te cechy łączą w sobie Tomek "Zed" Zalewski i jego Zed Studio w dalekim Olkuszu (dla mnie około 15 godzin jazdy rewelacyjnymi wynalazkami PKP - umierałem w nich za każdym razem). Posłuchaliśmy kilku thrashowych produkcji i jego kopały w dupę najskuteczniej. Później to już tylko ciężka, żmudna robota no i wzajemne kompromisy każdej ze stron, a było ich trochę. Wiesz, my przez te lata grania dokładnie wiemy czego oczekujemy po brzmieniu Alastor, tym bardziej, że w trakcie nagrywania był z nami Jaca (Jacek Kurnatowski, wówczas grał jeszcze z nami na basie; człowiek - akustyk z papierami i czujem do metalu, obecnie zajmujący się masteringiem), więc ilość głów walczących z soundem była spora.

BLACKASTRIAL: Zmienił się troszkę skład, jest dwóch zupełnie nowych muzyków. Czy daliście im wolną rękę do komponowania, czy tradycyjnie już, żelazny duet Matuszewski - Bryłka po raz kolejny pokazał ekstraklasę?
STANKIEWICZ: Riffy jak zwykle od wielu płyt przynosi Matuszewski, często dokłada do tego szkic partii bębnów bądź czasami fragmenty tekstów. Reszta załogi z Bryłasem (Sławek Bryłka) na czele scala to w jedna całość. Ja już, niestety, z uwagi na drobną 320 kilometrową odległość, dzielącą mnie od reszty, nie mogę uczestniczyć w tym zbożnym dziele. Tak więc zastaję gotowy numer, oczywiście zawsze możliwa jest drobna kosmetyka struktury, bądź to na etapie prób czy studia nagrań. Nowi ludzie (Marcin "Crowbar" Bilicki - gitara i Radek "Zwolak" Zwoliński - bas) deklarują gotowość pisania nowych rzeczy i dane im to będzie przy okazji następnej produkcji.

BLACKASTRIAL: Wszystkie zawarte na krążku kompozycje są nowe, czy zaczerpnęliście czegoś ze swoich bardzo bogatych nie wydanych niestety archiwów?
STANKIEWICZ: Zawsze proponujemy nowe, świeże riffy. Nie odgrzewamy dawnych numerów, choć ja mam wiele niewykorzystanych szkiców zarejestrowanych na taśmach, lecz nie ma takiej potrzeby.

BLACKASTRIAL: To co najbardziej podoba mi się na tej płycie, to fakt, że nie stoicie w miejscu, klasyczna thrashowa struktura jest umiejętnie zabarwiana nowoczesnymi smaczkami, ale nie na tyle aby zmęczyć słuchacza. Wszystko podane jest w idealnych proporcjach co razem tworzy naprawdę mocny album!
STANKIEWICZ: Tak wyszło, lecz to nie przypadek, lecz efekt ciężkiej pracy nad kompozycjami oraz burzliwej konfrontacji naszych muzycznych światów, a i o latach wspólnego grania wspomnieć muszę...

BLACKASTRIAL: Istotnym faktem, jest wydawca płyty. Po tych wszystkich latach spędzonych z wieloma firmami na wojennej ścieżce nie było chyba łatwo znaleźć odpowiednią wytwórnię w kraju? Kto ostatecznie stał się tym szczęśliwcem?
STANKIEWICZ: Tak to już jest, że znalezienie wydawcy nie przychodziło nam nigdy zbyt łatwo, a jeśli nawet przyszło, to rozstawaliśmy się po szczerej rozmowie. Każdy, kto liznął tego dziwacznego tworu, jakim jest niewątpliwie polski „siołobiznes" wie, w co wchodzi bądź wdeptuje. Robi to, bo jako twórca nie ma innej drogi dotarcia do słuchacza – takie polskie błędne koło... Tak się złożyło, że wytwórnia Fonografika postanowiła utworzyć katalog metalowy we współpracy z serwisem Metal Mundus i my staliśmy się ich zespołem, który rozdziewicza nieznane szlaki. Jesteśmy znów na początku drogi, jak zwykle pełni nadziei i wiary, że prawdziwa muzyka jest najważniejsza, idziemy w nieznane.

BLACKASTRIAL: Jesteś autorem obrazka do płyty "Żyj, Gnij i Milcz". Czy "Spaaazm" to także twoje dzieło?
STANKIEWICZ: Nie, "Spaaazm", to dzieło Kurka z Mentalporn. Moja skromna osoba zaangażowała się w proces konsultacji i czuwania nad ostatecznym wyrazem całości... Zawsze byłem zwolennikiem prostych, acz uderzających w mordę koncepcji naszych okładek. Rzeczywiście "Żyj, Gnij i Milcz" to moja robota. Ku mojej rozpaczy nie posiadłem jeszcze właściwego zasobu umiejętności praktycznych w kontakcie z oprogramowaniem graficznym, aby samodzielnie realizować swe zamysły twórcze w tej materii, wolę oddać to innym, lepszym i sprawniejszym ode mnie. Choć kto wie, może w "późnej starości" zmierzę się z drzemiącymi we mnie wizjami i zaproponuję je światu?

PBLACKASTRIAL: orozmawiajmy chwilę o tekstach, gdyż jest to bardzo mocna strona twórczości Alastor. Począwszy od "Zła", na którym wręcz dotykasz tematów, które do tej pory w pewnych kręgach nazywane są tabu, poprzez "Żyj, Gnij i Milcz", gdzie mamy do czynienia z genezą naszej ciemnej mentalności, cały czas rozwijasz swój styl pisania, przedstawiasz istnienie zła w bardzo poetycki sposób. W którą stronę, zarówno mentalną jak i duchową udajesz się przy okazji "Spaaazm"?
STANKIEWICZ: "Spaaazm" to kolejny etap mojej rozmowy ze światem, próba lirycznego dotyku jego organizmu, a co za tym idzie człowieka - podstawowego podmiotu i współkreatora zdarzeń. Nigdy nie ośmieliłbym się dawać gotowych recept i przepisów na życie, ingerować w wolność wyboru i samostanowienia każdego z ludzi. "Jestem tylko szarym ogrodnikiem w ogrodzie pana", jak powiedział ktoś na tym łez padole, a ponieważ i ja się z tym określeniem pragnę do końca swych dni utożsamiać - robię wszystko, aby kwiaty wokół mnie mogły rosnąć i porażać swym pięknem.

BLACKASTRIAL: Jak się czujesz będąc jednym z bardziej rozpoznawalnych głosów w kraju? Charyzma oraz niekonwencjonalny styl pisania spokojnie plasuje cię na równi z Romkiem Kostrzewskim, Maćkiem Taffem, czy Titusem. Celowo nie wspomniałem tu Grześka Kupczyka, bo to w tej chwili zupełnie inna bajka.
STANKIEWICZ: Skoro tak twierdzisz, to czuję się nad wyraz dobrze.

BLACKASTRIAL: Z innej beczki, przy okazji wydania albumu "Żyj, Gnij i Milcz" powiedziałeś w rozmowie z Wiesławem Królikowskim, że "chciałbyś tylko, aby ta płyta dotarła do ludzi". Chwilę potem Alastor przestaje istnieć. Czy nie uważasz, że wspomniany album wyszedł o jakieś dziesięć lat za wcześnie?
STANKIEWICZ: Nikt nie zna tego, co przyniesie mu kolejny dzień i z nami tak było, widać taka karma. Zawsze nasze propozycje muzyczne muszą odczekać pewien czas, aby wyjść na powierzchnię. Mnie to nauczyło pokory i dało niesamowitą siłę. Nie będę rozpaczał, że tak się dzieje - przyjmuję to jako fakt, z którego zaistnieniem muszę się zmierzyć i robię swoje.

BLACKASTRIAL: Skoro jesteśmy przy albumie "Żyj, Gnij i Milcz" muszę spytać o Wragulę, człowieka, który był odpowiedzialny za deklamowany wstęp do utworu "Szukał i Znalazł". Bardzo mało informacji na jego temat można było znaleźć w ówczesnych mediach. A jest (był?) to bardzo ciekawy człowiek. Opowiedz jego historię, czy utrzymujecie jeszcze kontakt?
STANKIEWICZ: Był to czas, kiedy Alastor uczestniczył w serii koncertów firmujących hasło "Wojna z trzema schodami". Ich celem było uwrażliwienie społeczeństwa na los ludzi niepełnosprawnych. Wragula to człowiek, który zawitał do mojego domu i podarował "tomik" swych odręcznie napisanych wierszy. Tyle bólu, rezygnacji, przeświadczenia o braku jakiegokolwiek sensu w walce o trwanie, zachowanie godności i prawa do posiadania uczuć w zderzeniu ze światem ludzi zdrowych, zmieszane z krzykiem rozpaczy i potwornej bezradności wobec siebie i najbliższych przy ogromnej wrażliwości, jaką nosi w sobie ten człowiek sprawiło, że zostałem znokautowany. Efektem tego była moja decyzja i propozycja napisania o nim. Tekst "Szukał i znalazł" stanowi mój komentarz i hymn pochwalny dla tego pięknego i arcybogatego duchem człowieka. Od czasu mojej przeprowadzki do Gdańska spotkaliśmy się przelotem i widzę, ze daje sobie radę.

BLACKASTRIAL: Jakie nastroje panują wśród was w przededniu wydania nowego albumu, i jak to się ma do czasów kiedy, na przykład "Gruby Tom" powiedział "Przeznaczeniu" nie?
STANKIEWICZ: No nie on taki gruby, ja go na pewno, chciał nie chciał, doganiam... Czekamy na odbiór i ufamy, że czas jedynego i słusznego majorsa już dawno minął,. Jesteśmy niebywale podkręceni nadchodzącą premierą i z niecierpliwością czekamy na ten moment, kiedy ludzie metalu wezmą ją w ręce i zarzucą na ucho.

BLACKASTRIAL: Czym spowodowany był wszechobecny pech zespołu towarzyszący wam chyba od początku działalności? Niesubordynacją muzyków, czy wręcz przeciwnie, zawyżoną inteligencją i czujnością?
STANKIEWICZ: Pomimo faktu, iż nasze zespołowe rozmyślania i rozmowy przy trunku zabrały nam bezpowrotnie "kilka ładnych chwil", nie potrafiliśmy jednoznacznie określić istoty spotykających nas sytuacji, powiem więcej - nie zamierzamy marszczyć Freda z tej okazji. Zabieramy się ostro do roboty i stajemy gotowi i jeszcze silniejsi do walki. Jak mawia klasyk z Torunia - "Alleluja i do przodu!".

BLACKASTRIAL: Koniec końców zespoły należące wtedy do "stajni" Dziuby wyszły na tym o wiele gorzej. Większość z nich już od ponad dekady nie istnieje, natomiast zreaktywowane niedobitki wypuszczają materiały delikatnie mówiąc mierne.
STANKIEWICZ: Cóż poradzić, życie dokonuje brutalnych selekcji - jedni powiesili już gitary na kołku i od czasu do czasu porzępolą dzieciom w domowych pieleszach, inni tak zwani "muzycy uniwersalni" rzeźbią gdzie się da i zastanawiają się pewnie, jaka płytę w jakim stylu nagrać obecnie, a jeszcze inni konsekwentnie robią swoje bez ciśnienia i parcia do; szeroko pojętej "kariery - Made In Poland".

BLACKASTRIAL: Czy oprócz pracy w Alastor uczestniczycie jeszcze w jakichś projektach? Swego czasu było tego trochę - Spin, Rottweiler, Projekt-Q, The Thing, NOB... Czy to już przeszłość?
STANKIEWICZ: Tak, wszystkie nazwy, które wymieniłeś, miały miejsce w naszych życiorysach i umarły śmiercią naturalną.

BLACKASTRIAL: Podobnie jak Kwiatek (PanzerFaust) na łamach jednego z magazynów rockowych, tak i ja z sentymentem wspominam czas, kiedy prosto z miasta Q przeprowadziłeś się na gdańskie Siedlce (...oj się działo...) Powiedz, czy małoletni wychowankowie, których nauczasz, zdają sobie sprawę czym w wolnych chwilach zajmuje się przemiły pan Robert?
STANKIEWICZ: Czas mojego pomieszkiwania tam zostanie na zawsze w moim sercu, było pięknie i intensywnie. Młodzi ludzie, z którymi pracuję wiedzą o moich muzycznych pasjach. Ci, którzy słuchają metalu, znają nawet fragmenty twórczości Alastor, co stanowi czasami przyczynek do wspólnych rozmów i wymiany poglądów (jeżeli takowe oczywiście się już ukształtowały w młodych metalowych umysłach).

BLACKASTRIAL: No to już tak na samo zakończenie tematu, o który chyba rzadko, jeśli w ogóle zahaczają dziennikarze. Zdradź czytelnikom Blackastrial genezę powstania "Stryja Niebieskiego"!!??
STANKIEWICZ: Aleś mnie zaskoczył Stryjku. Pokrótce powiem tak, - wszystkich ludzi metalu postrzegam jak jedną wielką rodzinę i w pewnym momencie postanowiłem nazywać Ich Stryjami a Je - Stryjenkami. Przydomek "niebieski" został dodany przeze mnie na zasadzie delikatnej prowokacji, wszakże nie z niebem inni nas kojarzą...

BLACKASTRIAL: I o to właśnie chodziło! Wielka Halabarda Stryju! I do następnego razu!


Rozmawiał: Krzysztof Dobrowolski
  • [Przepisane za gazetą "Blackastrial" Nr 2, 2009]