HMP-2009-2(42)
"Spazm szaleństwa"


Przy okazji premiery najnowszego albumu Alastor - "Spaaazm", nadrabiamy wreszcie poważne zaległości. Jest to bowiem, nie licząc recenzji, pierwsza wizyta tego zespołu na łamach naszego magazynu. Było więc o czym rozmawiać, bo pomimo pewnych przerw w działalności zespołu, przez ponad dwadzieścia lat sporo się u nich działo. Na moje pytania odpowiedział wokalista grupy, Robert Stankiewicz.



HMP: Witam! Ponieważ Alastor gości po raz pierwszy na łamach naszego magazynu zaczniemy od dość odległych czasów. Co spowodowało że w 1986r. postanowiliście zacząć grać?
Robert Stankiewicz: Czołem! Trudno jednoznacznie określić przyczynę zaistniałego stanu rzeczy, myślę że złożyły się na nią dwa czynniki. Po pierwsze, małe miasteczko, panujący w nim marazm i niewątpliwie wszechobecna nuda, komuna, a co za nią idzie mentalny gnój egzystencjalny. Po drugie, my sami, jako grupka kumpli, którzy od podstawówki zafascynowani muzyką namiętnie zdobywali kolejne płyty, wytrwale słuchali wszystkich możliwych audycji (a niewiele ich było), jeździli na wszystkie możliwe Rockowiska (Łódź) oraz koncerty zespołów Muzyki Młodej Generacji. Nikt nie umiał grać na żadnym instrumencie, ich wybór był czysto intuicyjny bądź przypadkowy.

HMP: Jakie zespoły miały wówczas na was największy wpływ?
RS: Mnóstwo bandów: UFO, Budgie, Boston, Whitesnake, Thin Lizzy, nieśmiertelny Black Sabbath, AC/DC, Rosę Tattoo, cała New Wave of British Heavy Metal z Judas Priest, Saxon i oczywiście Iron Maiden - to na początku, później Metallica, Exodus, Accept, Fates Warning i długo by tu jeszcze wymieniać. Cały czas jesteśmy fanami, żyjemy duchem muzyki i myślę, że tak już zostanie.

HMP: Wybór takiej, a nie innej nazwy to była kwestia przypadku, długich narad, poszukiwań, czy też po prostu któryś z was interesował się mitologią grecką?
RS: Założenie było proste, nazwa miała być nie anglojęzyczna i dobrze brzmieć. Na Alastor wpadłem ja i zaproponowałem chłopakom. Brzmiał nieźle obok takich nazw jak Slayer, Razor i miał do tego pasującą nam etymologię.

HMP: Wielu młodych czytelników nie zdaje sobie sprawy z realiów połowy lat osiemdziesiątych w PRL. Opowiedz proszę o dostępie do muzyki, kompletowaniu sprzętu, próbach w dziwnych miejscach...
RS: To prawda, dziwny to był czas. Próbowaliśmy, gdzie się dało - w pokoju Osy (Waldek Osiecki, pierwszy gitarzysta - przyp. red.), Domu Nauczyciela, garażu, Cechu Rzemiosł Różnych w Kutnie. Zdobywany z mozołem sprzęt stanowiły gitary marki Kosmos, Jolana bądź Defil, wśród wzmacniaczy królował Eltron, bądź inny wynalazek. Teraz, po łatach, uświadomiliśmy sobie jak to było, aż dziw bierze, że dawaliśmy jakoś radę.

HMP: Jak trafiliście do MMP?
RS: Wysyłaliśmy kasety gdzie się dało i nagle pojawiła się oficjalna wiadomość, że dostaliśmy się na przesłuchania do Metalmanii '88. Skutkiem naszego występu było zagranie na Metal Battle '88. Metalmania przypadła innym, a my otrzymaliśmy propozycję nagrań w studiu Giełda w Poznaniu - najpierw czterech numerów, a później całego materiału. Tym oto sposobem trafiliśmy do tzw. stajni Tomasza Dziubińskiego.

HMP: Wielu ortodoksyjnych fanów thrashu poczytywało wam to wówczas za zdradę podziemnych, niezależnych ideałów, ale z drugiej strony - wydanie płyty na Zachodzie, po trzech latach działalności, to był wręcz niewyobrażalny sukces.
RS: Niewiele nas to wtedy interesowało. Jak każda młoda kapela marzyliśmy o scenie, mieliśmy mnóstwo pomysłów i determinacji. Dla nas ważne było to, że wszystko, co się wydarzyło, było następstwem ciężkiej uczciwej harówy, a nie wejścia bocznymi drzwiami czy lizania rowu jakimś palantom z branży. Sama propozycja wydania płyty za żelazną kurtyną była dla nas wielkim zaskoczeniem.

HMP: "Syndroms of the Cities" ukazała się we Włoszech, nakładem Metal Master. Z tego co się orientuję, tylko na LP. Na okładce nie ma bowiem żadnych informacji o innych nośnikach.
RS: Sam proces wydawniczy w MMP okryty był zawsze nimbem tajemnicy. Nikt nic wiedział, ile czego tak naprawdę wyszło, gdzie wyszło i na jakich nośnikach. My do chwili obecnej nic nie wiemy na temat innych nośników.

HMP: Czy wiesz o tym, że część oprawy graficznej "Syndroms..." została wykorzystana jako okładka CD/MC Tyrant "Blind Revolution" firmy LaserLight i we wkładce widnieje inna osoba, nie Jerzy Kurczak, podpisana jako autor projektu?
RS: Już kilka lat temu docierały do nas takie wieści. To nic nowego dla nas jako ludzi, którzy niejedne cuda branżowe widzieli...

HMP: Mieliście dobre recenzje,. Jednak kariery na Zachodzie nie zrobiliście, także w Polsce nie poszło najlepiej. Jedną z przyczyn na pewno jest to, że "Syndromy miast" ukazały się w naszym kraju tylko na kasecie, w dodatku nakładem małej firmy Polmusic...
RS: Nigdy nie mogłem zrozumieć polityki wydawniczej MMP, ludzie pytali nas na koncertach o płytę, a my byliśmy bezradni. Może chodziło sprawy pozamuzyczne.

HMP: W dodatku firma niedługo po wydaniu waszego materiału zmieniła profil, czy też w ogóle przestała istnieć i o jakimkolwiek wznowieniu, zwiększeniu nakładu, mimo zapotrzebowania nie było mowy.
RS: Nic na ten temat nie wiedzieliśmy, sprawy wydawnicze były zupełnie poza nami.

HMP: Może w związku z tym warto pomyśleć o wznowieniu obu wersji tego materiału na jednym CD, tak jak na przykład uczyniono z płytami Dragona "Hordę of Gog" / Horda Goga"?
RS: Jesteśmy otwarci na propozycję współpracy, może jest coś na rzeczy, za wcześnie by mówić o konkretach.

HMP: Na paradoks zakrawa fakt, że mimo niewyobrażalnej wówczas popularności thrashu na całym świecie firma MMP zakończyła z wami współpracę, argumentując, że nie ma zainteresowania taką muzyką.
RS: Tak, to prawda, argumentacja MMP mocno nas zaskoczyła, tym bardziej, że nastąpiło to po nagraniu anglojęzycznej wersji "Przeznaczenia", celem wydania jej poza krajem.

HMP: Nie mieliście wówczas żadnej szansy na samodzielne wydanie nagranego nieco wcześniej dru-giego albumu - "Przeznaczenie"?
RS: Nigdy nie zastanawialiśmy się nad takim ruchem. Nie należymy do ludzi, którzy opłakują swój los. jak zwykle zabraliśmy się do tworzenia nowych rzeczy.

HMP: Może teraz warto pomyśleć o wydaniu tego materiału - od dawna krąży on wśród fanów i kolekcjonerów na kasetach i płytach CD-R. Może dopowiem dla niezorientowanych, że to jeden z najlepszych thrashowych albumów nagranych w tym kraju, pod wieloma względami lepszy od kultowego debiutu...
RS: Nasza "dwójka" była wynikiem potężnej pracy, godziny piłowania w sali prób daty efekt, który zaskoczył wielu odbiorców. Kiedy przypomnę sobie, jak reagowali na nową muzę, myślę, że wybiegliśmy poza obszar muzycznej percepcji wielu z nich, a na pewno jednego menadżera.

HMP: Nie poddaliście się jednak i w 1992r. wróciliście z zawierającą cztery utwory demówką "Garage '92 Live Session", wydaną nakładem przeżywającej chyba wówczas apogeum świetności firmy Carnage...
RS: Mariusz Kmiotek bardzo nam pomógł, zapewnił ciągłość wydawniczą. Dzięki niemu nie zniknęliśmy z rynku, jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni do dziś.

HMP: Dlaczego jednak nie udało się wam sfinalizować wtedy nagrania pełnego albumu dla Carnage?
RS: Nie było takich rozmów, Mariusz szedł w kierunku death metalu, a my nie naciskaliśmy.

HMP: Po sukcesie na festiwalu Jarocin '93 podpisaliście kontrakt z Loud Out Records i w roku następnym ukazał się wasz trzeci album - "Zło", jak oceniasz ten materiał z perspektywy czasu? Bo ja uważam go za zbyt nowoczesny, w złym tego słowa znaczeniu...
RS: "Zło" było wynikiem ewolucji naszej muzyki, jeśli słuchałeś "Garażu", muszę tutaj zdradzić iż już po nagraniu anglojęzycznej wersji "Przeznaczenia", w trakcie tej samej sesji nagraliśmy dwa numery: "To nie ja" oraz "Obok nas" i już wtedy poszukiwaliśmy nowej formuły dla naszej muzyki. "Zło" stanowiło wypadkową naszych doświadczeń i przemyśleń, myślę że cały czas słychać, iż jest to muzyka "Made in Alastor".

HMP: Podobnie jest z kolejnym albumem - "Żyj, gnij i milcz" z 1997 roku. Nie uważasz, że tymi płytami zniechęciliście do siebie starszych słuchaczy, takich jak ja, a młodzi przeszli obok tych płyt obojętnie?
RS: To wszystko jest wliczone w koszta procesu twórczego, wolnego od koniunkturalizmu i chorego parcia na piedestał. Idziemy swoją drogą ze wszystkimi konsekwencjami, jakie to za sobą niesie.

HMP: Fakt faktem, że w niedługo po wydaniu tej płyty zawiesiliście działalność. Co było przyczyną takiej decyzji?
RS: Poczuliśmy potworną blazę rynkiem muzycznym, krajem, w którym naród wybiera po raz kolejny komunistycznego aparatczyka na swojego prezydenta i wszystko jest do dupy, a my sami miotamy się od ściany do ściany, próbując zainteresować kogokolwiek z branży naszą nową muzyką. Efektem naszych poszukiwań staje się firma, która nie ma pojęcia, jak promować nasz materiał i sama nie wie, dlaczego go wydała, wszystko to sprawiło, że mieliśmy serdecznie dosyć.

HMP: Zdarzało się wam jednak przypominać o Alastorze, na przykład dzięki wydaniu koncertowego splitu z Kr'shna Brothers,, z nagraniami zrealizowanymi na festiwalu Jarocin '93?
RS: Nie pamiętam dokładnie, ale chyba przed przesłuchaniami konkursowymi każda z kapel startujących podpisywała zgodę na ewentualną publikację nagrań, stąd rzeczony split. Smutne w tym kraju jest to, że dowiadujesz się o swym wydawnictwie z prasy albo z półki sklepowej, o egzemplarzach autorskich już nie wspomnę.

HMP: Kiedy dokładnie Alastor wrócił do pełnej aktywności?
RS: W 2006 roku zaczęliśmy w pełnym składzie, próbowaliśmy w 2002r., nawet pojawiło się kilka nowych numerów, lecz niestety wówczas nie wszystko poszło tak, jak tego chcieliśmy.

HMP: Nie udało się wam wrócić w oryginalnym składzie - nie wszyscy byli zainteresowani graniem po tylu latach przerwy?
RS: W rzeczy samej. Wiesz, trudno jest wytrwać w tym biznesie 20 lat, zostali tylko Ci najbardziej zainfekowani muzyką, a znalezienie brakujących ogniw o właściwym nastawieniu mentalnym oraz umiejętnościach graniczy z cudem - tym razem się udało, choć nie było łatwo.

HMP: Jak długo pracowaliście nad "Spaaazm"? Skąd taki właśnie tytuł?
RS: Sam proces twórczy trwał około roku. Z nami jest tak, że nie zamykamy materiału aż do momentu wejścia do studia - stąd te 13 numerów. Tytuł miałem w głowie od dawna, już w czasach "Żyj, gnij i milcz". Popatrz dookoła, nie skręca cię to, co widzisz? Bo mnie niestety od lat martwią te same rzeczy. Przykre to, ale nie widzę światełka w tunelu, może moje dziecko zobaczy to, czego pragnę, nie wiem. "Spaaazm", to wyraz wkurwu i krzyku rozpaczy skierowanego do drugiego człowieka, który mówiąc, nie mówi, patrząc, nie widzi, a słuchając, nie rozumie, co tak naprawdę dzieje się dookoła niego.

HMP: Nagrywaliście w ZED Studio. A ponieważ odsłuchiwałem tę płytę ze strony Metal Mundus, to o jej brzmieniu musisz opowiedzieć sam...
RS: Długo trwał sam proces rejestracji płyty, nie chciałbym więcej doświadczyć tej psychofizycznej męki. Miksy również wymagały pójścia na wzajemne kompromisy, zarówno ze strony Tomka "Zeda" Zalewskiego, jak i naszej. Długo szukaliśmy optymalnego brzmienia, a miksy na raty nie zdały egzaminu. Masteringiem zajął się Jacek Kurnatowski, ex basista Alastor, człowiek z uchem i czujem do metalu. Płyta ma kopać w dupę, a czy tak jest - ocenią odbiorcy. Zachęcam metal maniaków do posłuchania - my zrobiliśmy, co się dało na tę chwilę.

HMP: Cieszy mnie bardzo to, że po okresie "błędów i wypaczeń", wróciliście do grania starego, dobrego thrashu. Owszem, od nowoczesności nie da się uciec, w końcu od wydania debiutu minęło 20 lat, ale to ten sam Alastor, jaki pamiętam sprzed lat agresywny, techniczny, pełen energii...
RS: Jakich błędów, jakich wypaczeń? Znam jednego muzyka z Poznania, co zagrałby wszystko, aby zaistnieć i zarobić parę groszy, lecz my, to nie on (śmiech). Alastor zawsze grał to, co czuł i koniec. Dzięki za dobre słowo, cieszę się że przypasiła ci nasza muza.

HMP: Płyta ukazała się na kładem Metal Mundus Records. Jak trafiliście do nich i czy szybko sfinalizowaliście podpisanie kontraktu?
RS: Jak na nas, dosyć szybko. Kiedy usłyszeliśmy, że Metal Mundus oraz Fonografika są zainteresowani współpracą, zaczęliśmy rozmawiać. Kontrakt jest czytelny, kompetencje podzielone, zabieramy się do roboty.

HMP: Jakie masz nadzieje i oczekiwania w związku z wydaniem tej płyty? Jak będzie wyglądać promocja "Spaaazm" w tych dziwnych czasach MP3 i innych twardych dysków?
RS: Internet, prasa branżowa i koncerty wszędzie tam, gdzie nas zechcą i damy radę dotrzeć. Jak zwykle będziemy robić swoje i mamy nadzieję, że firma stanie na wysokości zadania.

HMP: Jakoś tak mi się wydaje, że gracie i nagrywacie przede wszystkim dla siebie i tej garstki wiernych fanów i ludzi wciąż kupujących płyty...
RS: Bingo! Zawsze tak było. Reszta to kwestia zbiegów okoliczności i odrobiny szczęścia.

HMP: Czego w związku z tym mogę ci życzyć na zakończenie tej rozmowy?
RS: Zdrowia, siły i fartu, cała reszta jest w zasięgu ręki.


Rozmawiał: Wojciech Chamryk
  • [Przepisane za gazetą "Heavy Metal Pages" - 2(42)/2009]