METAL MUNUDS
Relacja z koncertu: 2009/07/14 Warszawa
ALASTOR, DEATH ANGEL, KATAKLYSM, KEEP OF KALESSIN
Maciek Rojewski

      W dwa dni po rewelacyjnym występie grupy Dropkick Murphys znów przyszło mi odwiedzić stołeczną Progresję, tym razem ze względu na koncert DEATH ANGEL. Choć to Kataklysm grał na trasie jako ostatni, dla mnie - i jak się okazało dla większości przybyłych tego dnia do klubu - to właśnie twórcy "The Ultra-Violence" byli prawdziwą gwiazdą tego wieczoru. Ale zanim wystąpiły gwiazdy, mieliśmy jeszcze supporty.

      Całą imprezę, tuż po 19 rozpoczął rodzimy ALASTOR. Część ludzi ich występ postanowiła spędzić w sali barowej lub też pod klubem i co tu dużo gadać, był to duży błąd. Czemu? Ano oczywiście dlatego, że Alastor po raz kolejny dał świetny występ. Tak, tak, po raz kolejny zdominowany przez kawałki ze "Spaaazm", ale czy w tym coś złego, skoro ta płyta jest wyborna? Zaczęli tak jak na płycie od "To, czego nie wie nikt". Potem jeszcze "Nienasycenie" (znów zabrzmiał niesamowicie i utwierdzam się, że to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy kawałek na Spaaazm), "On" (te zwrotki są niesamowite), "Mów", "Od zawsze tutaj" i "Głową w mur", do którego niedawno nakręcono teledysk. Trzeba przyznać, że wypadł znakomicie, może i najlepiej z całego zestawu. Publika była jeszcze dość niemrawa, ale niektórzy naprawdę żywiołowo reagowali (szczególnie aktywna była ekipa z Radomia). Na setliście Alastora był jeszcze jeden utwór, klasyczne "Nieprawdopodobne", ale gdy Stonek go zapowiadał, na scenę wyskoczyli techniczni i pokazali, że na więcej nie ma czasu. Mimo skandowania nazwy zespołu, to był już koniec, szkoda. Nie lubię takiego nagłego przerywania koncertu, kiedy nawet zespół nie może normalnie pożegnać się z publicznością. Tak czy siak, kolejny dobry koncert reaktywowanych thrasherów.

(...)

Maciek Rojewski

  • [Przepisane za portalem "Metal Mundus", 2009]